Tak jak sobie obiecałam zaczęłam szyć. Wyciągnęłam z szafy zakurzonego, odziedziczonego Vikinga i przy drugim ściegu mało nie wydłubałam sobie oka <brawa dla mnie>. Gdyby ktoś chciał wiedzieć jak, to szyłam jeans igłą nie od jeansu, złamałam ją, a ta postanowiła pofrunąć w moje, na szczęście, chwilowo zamknięte oko

No, ale nic, nie zniechęciłam się, sporty ekstremalne (szczególnie takie, przy których można siedzieć) lubię, więc szyłam dalej. Poniżej efekty dwóch weekendów moich zmagań ze szwedzkim wojownikiem.

(^portki od Dextera z EAH)

(wisior chyba od EAH)

(^stockowa kamizelka Mi-chana, okulary z pianki kreatywnej, buty z pianki kreatywnej i ekoskórki)
Wybaczcie kijowość zdjęć, obiecuję poprawę przy następnym rzucie
