Na pierwszy ogień poszła Molly Hooper.
Tak wyglądała jako tytankokadłubek:

A tak wygląda jako lalka (vel „Dama z chomiczką”):

I z bliska (wiem, łeb jak sklep, muszę jakoś przerzedzić tę stefową perukę – może metodą uporczywego czesania?):

Generalnie bez fajerwerków, nie bardzo zresztą było z czym szaleć – Molly to raczej szara myszka, więc hiper makijażu jej nie strzelę. Brwi trochę krzywe, trudno. Ale miało być w miarę realistycznie i chyba jest, mam poczucie, że teraz wygląda troszkę podobniej do Louise Brealey.
O repaincie jeszcze do niedawna wiedziałam tylko tyle, że ludzie to robią – więc wszelkie uwagi, rady i słowa krytyki przyjmę z pokorą



