jak już wcześniej pisałam - dopuściłam się pierwszego w życiu rerootu. Bałam się jak diabli, bo ''operowałam'' na docelowej lalce MTM, więc kupiłam inną Barbie z moldem Millie dla zapasowej głowy
Zaczynając od początku - szukałam włosków, no a chwilowo jestem człowiekiem przywiązanym do najpopularniejszego w Polsce portlu aukcyjnego. Jakoś trudno mi się odkleić (to głupie, wiem), więc szukałam głównie tam. I nie wiem, czy akurat teraz, czy w ogóle, ale poza kanekalonem to ja tam włosów syntetycznych nie znalazłam.... 99% kanekalonów to te karbowane wiechcie we wszystkich kolorach świata, ale znalazłam też aukcję, na której sprzedawano kanekalon silky-gładki. Mało kolorów, ale neutralny brąz był. Cena niska, więc zamówiłam dwie paczki.
Wrażenia:
Przede wszystkim w opakowaniu brąz wyglądał na O WIELE CIEMNIEJSZY. Załamałam się, jak go zobaczyłam, wyglądał jak czarny
Na pełen, bardzo gęsty reroot Barbie (włosy do kostek, potem obcięłam za tyłek, żeby wyrównać) zużyłam jakieś 2/3, może 3/4 paczki (ale część włosów musiałam wywalić, bo je splątałam, więc raczej 2/3). Więc spokojnie jedno opakowanie starczy na Barbiowatą Roszpunkę, myślę, że na Monsterkę też, chociaż one mają większe głowy i jeszcze żadnej nie robiłam, pewności nie mam. Supełki wiązało się bardzo łatwo!
Teraz kika fotek włosów (zamazałam firmę, ale podam link do aukcji, chyba wolno?), w różnym świetle:




Włosami byłam zachwycona, teraz co do rerootu...
Jak tylko odebrałam z Poczty moją kandydatkę do zmiany fryzury, już wiedziałam, co mnie czeka - głowa była twarda jak granit. Muszę Wam powiedzieć, ze do tej pory o klejoglucie słyszałam tylko na forum, macałam wszystkie swoje Barbie i nawet Rudą z MTM i wszystkie miały miękkie głowy... jedne mniej, inne bardziej, więc się zastanawiałam, czy te z ciut twardszymi to już klej, czy nie. Jak pomacałam Millie od razu wiedziałam. Łeb jak kamień. Zaczełam się bac, czy w ogóle uda mi się zdjąć tę głowę bez wyrwania kotwicy, ale po długim dręczeniu jej suszarką zlazła.
Ujrzałam TO:



No nic... trzeba było zabrać się do pracy. Przepraszam, ale jestem po prostu jakaś ograniczona i zwyczajnie zapominam robić zdjęć na bieżąco, a na początku skubania wywalałam klej, zamiast go odkładać i pokazać na końcu, ile było - wpadłam na to gdzieś po dwóch godzinach roboty

Główka Millie jest jak na moje rootowana BARDZO gęsto - nie mam porównania do innych ''łysych'' lalek, ale wydaje mi się, że Ruda mtm ma o wiele rzadziej nadziurkowany łeb:

Dalej poszło metodycznie (pomijając, ze zapomniałam zrobić zdjęcia po skończonej robocie XD):





Po wrzątkowaniu (włosy się nie stopiły!) lala siedziała kilka godzin w naciśniętym na głowę kapeluszu, żeby ujarzmić sterczenie włosów na wszelkie strony:



gotowy efekt:



Pozdrawiam i mam nadzieję, ze wybaczycie mi nadmiar zdjęć XD A nóż-widelec komuś pomogą.
Ps. Ucięłam kotwicę, łeb się trzyma.
PS 2 - NIE ZŁAMAŁAM ŻADNEJ IGŁY I NIE ROZERWAŁAM ANI JEDNEJ DZIURKI, jestem zwycięzcą.



