Reroot kanekalonem
: 01 kwie 2017, 17:29
Witam,
jak już wcześniej pisałam - dopuściłam się pierwszego w życiu rerootu. Bałam się jak diabli, bo ''operowałam'' na docelowej lalce MTM, więc kupiłam inną Barbie z moldem Millie dla zapasowej głowy
Na szczęście nie musiałam jej wykorzystywać, za pierwszym razem wszystko się pięknie udało
Wiadomo, że jakieś tam błędy popełniłam, ale uważam, ze mogło wyjść zdecydowanie gorzej, a błędy to doświadczenie, więc..
Zaczynając od początku - szukałam włosków, no a chwilowo jestem człowiekiem przywiązanym do najpopularniejszego w Polsce portlu aukcyjnego. Jakoś trudno mi się odkleić (to głupie, wiem), więc szukałam głównie tam. I nie wiem, czy akurat teraz, czy w ogóle, ale poza kanekalonem to ja tam włosów syntetycznych nie znalazłam.... 99% kanekalonów to te karbowane wiechcie we wszystkich kolorach świata, ale znalazłam też aukcję, na której sprzedawano kanekalon silky-gładki. Mało kolorów, ale neutralny brąz był. Cena niska, więc zamówiłam dwie paczki.
Wrażenia:
Przede wszystkim w opakowaniu brąz wyglądał na O WIELE CIEMNIEJSZY. Załamałam się, jak go zobaczyłam, wyglądał jak czarny
Ale po wyjęciu z folii stał się brązowy, magic. To baaardzo naturalny odcień, taki ludzki, ani rudawy, ani złoty, taki... jasno-średni brązowo-szary, troszeczkę wchodzący w oliwkowy, no chyba wiecie, o co mi chodzi
Włosy w dotyku były BARDZO gładkie, delikatne i sypkie. Dokładnie takie, jak wyjątkowo zdrowe i zadbane ludzkie włosy, ale były też dość ciężkie. Pamiętajcie tylko, że ja nie mam porównania do innego rodzaju włosów i dlatego moja opinia może być trochę niemiarodajna. Długość jakieś 120-130 cm, dużo ich było. Radzę od razu przeciąć na pół, bo lubią się plątać, a są delikatne i cienkie i ciężko to potem ogarnąć bez ich popsucia
Na pełen, bardzo gęsty reroot Barbie (włosy do kostek, potem obcięłam za tyłek, żeby wyrównać) zużyłam jakieś 2/3, może 3/4 paczki (ale część włosów musiałam wywalić, bo je splątałam, więc raczej 2/3). Więc spokojnie jedno opakowanie starczy na Barbiowatą Roszpunkę, myślę, że na Monsterkę też, chociaż one mają większe głowy i jeszcze żadnej nie robiłam, pewności nie mam. Supełki wiązało się bardzo łatwo!
Teraz kika fotek włosów (zamazałam firmę, ale podam link do aukcji, chyba wolno?), w różnym świetle:




Włosami byłam zachwycona, teraz co do rerootu...
Jak tylko odebrałam z Poczty moją kandydatkę do zmiany fryzury, już wiedziałam, co mnie czeka - głowa była twarda jak granit. Muszę Wam powiedzieć, ze do tej pory o klejoglucie słyszałam tylko na forum, macałam wszystkie swoje Barbie i nawet Rudą z MTM i wszystkie miały miękkie głowy... jedne mniej, inne bardziej, więc się zastanawiałam, czy te z ciut twardszymi to już klej, czy nie. Jak pomacałam Millie od razu wiedziałam. Łeb jak kamień. Zaczełam się bac, czy w ogóle uda mi się zdjąć tę głowę bez wyrwania kotwicy, ale po długim dręczeniu jej suszarką zlazła.
Ujrzałam TO:



No nic... trzeba było zabrać się do pracy. Przepraszam, ale jestem po prostu jakaś ograniczona i zwyczajnie zapominam robić zdjęć na bieżąco, a na początku skubania wywalałam klej, zamiast go odkładać i pokazać na końcu, ile było - wpadłam na to gdzieś po dwóch godzinach roboty
Tak czy inaczej kolejne pięć godzin przyniosło to:

Główka Millie jest jak na moje rootowana BARDZO gęsto - nie mam porównania do innych ''łysych'' lalek, ale wydaje mi się, że Ruda mtm ma o wiele rzadziej nadziurkowany łeb:

Dalej poszło metodycznie (pomijając, ze zapomniałam zrobić zdjęcia po skończonej robocie XD):





Po wrzątkowaniu (włosy się nie stopiły!) lala siedziała kilka godzin w naciśniętym na głowę kapeluszu, żeby ujarzmić sterczenie włosów na wszelkie strony:



gotowy efekt:



Pozdrawiam i mam nadzieję, ze wybaczycie mi nadmiar zdjęć XD A nóż-widelec komuś pomogą.
Ps. Ucięłam kotwicę, łeb się trzyma.
PS 2 - NIE ZŁAMAŁAM ŻADNEJ IGŁY I NIE ROZERWAŁAM ANI JEDNEJ DZIURKI, jestem zwycięzcą.
jak już wcześniej pisałam - dopuściłam się pierwszego w życiu rerootu. Bałam się jak diabli, bo ''operowałam'' na docelowej lalce MTM, więc kupiłam inną Barbie z moldem Millie dla zapasowej głowy
Zaczynając od początku - szukałam włosków, no a chwilowo jestem człowiekiem przywiązanym do najpopularniejszego w Polsce portlu aukcyjnego. Jakoś trudno mi się odkleić (to głupie, wiem), więc szukałam głównie tam. I nie wiem, czy akurat teraz, czy w ogóle, ale poza kanekalonem to ja tam włosów syntetycznych nie znalazłam.... 99% kanekalonów to te karbowane wiechcie we wszystkich kolorach świata, ale znalazłam też aukcję, na której sprzedawano kanekalon silky-gładki. Mało kolorów, ale neutralny brąz był. Cena niska, więc zamówiłam dwie paczki.
Wrażenia:
Przede wszystkim w opakowaniu brąz wyglądał na O WIELE CIEMNIEJSZY. Załamałam się, jak go zobaczyłam, wyglądał jak czarny
Na pełen, bardzo gęsty reroot Barbie (włosy do kostek, potem obcięłam za tyłek, żeby wyrównać) zużyłam jakieś 2/3, może 3/4 paczki (ale część włosów musiałam wywalić, bo je splątałam, więc raczej 2/3). Więc spokojnie jedno opakowanie starczy na Barbiowatą Roszpunkę, myślę, że na Monsterkę też, chociaż one mają większe głowy i jeszcze żadnej nie robiłam, pewności nie mam. Supełki wiązało się bardzo łatwo!
Teraz kika fotek włosów (zamazałam firmę, ale podam link do aukcji, chyba wolno?), w różnym świetle:




Włosami byłam zachwycona, teraz co do rerootu...
Jak tylko odebrałam z Poczty moją kandydatkę do zmiany fryzury, już wiedziałam, co mnie czeka - głowa była twarda jak granit. Muszę Wam powiedzieć, ze do tej pory o klejoglucie słyszałam tylko na forum, macałam wszystkie swoje Barbie i nawet Rudą z MTM i wszystkie miały miękkie głowy... jedne mniej, inne bardziej, więc się zastanawiałam, czy te z ciut twardszymi to już klej, czy nie. Jak pomacałam Millie od razu wiedziałam. Łeb jak kamień. Zaczełam się bac, czy w ogóle uda mi się zdjąć tę głowę bez wyrwania kotwicy, ale po długim dręczeniu jej suszarką zlazła.
Ujrzałam TO:



No nic... trzeba było zabrać się do pracy. Przepraszam, ale jestem po prostu jakaś ograniczona i zwyczajnie zapominam robić zdjęć na bieżąco, a na początku skubania wywalałam klej, zamiast go odkładać i pokazać na końcu, ile było - wpadłam na to gdzieś po dwóch godzinach roboty

Główka Millie jest jak na moje rootowana BARDZO gęsto - nie mam porównania do innych ''łysych'' lalek, ale wydaje mi się, że Ruda mtm ma o wiele rzadziej nadziurkowany łeb:

Dalej poszło metodycznie (pomijając, ze zapomniałam zrobić zdjęcia po skończonej robocie XD):





Po wrzątkowaniu (włosy się nie stopiły!) lala siedziała kilka godzin w naciśniętym na głowę kapeluszu, żeby ujarzmić sterczenie włosów na wszelkie strony:



gotowy efekt:



Pozdrawiam i mam nadzieję, ze wybaczycie mi nadmiar zdjęć XD A nóż-widelec komuś pomogą.
Ps. Ucięłam kotwicę, łeb się trzyma.
PS 2 - NIE ZŁAMAŁAM ŻADNEJ IGŁY I NIE ROZERWAŁAM ANI JEDNEJ DZIURKI, jestem zwycięzcą.


