



W temacie wywiązała się króciuteńka dyskusja - Ania DollSecondHand napisała w niej, że w niej takie "skrzywdzone" lalki, jakie produkuje Marple, wzbudzają litość.
A jak to jest u innych kolekcjonerów? Czy lubicie u lalek krew, blizny, tatuaże i modyfikacje, czy raczej Was do nich nie ciągnie?
U siebie obserwuję właśnie takie fascynacje i coraz częściej myślę o tym, że chciałabym mieć taką "biedną, skrzywdzoną" lalkę u siebie. Zdaję sobie jednak sprawę, że wielu osobom jest żal lalek, które wyglądają jakby pokryto je ranami, nacięciami, siniakami. Nie mówię tutaj oczywiście o zwykłym wandalizmie, a sztuce repaintu na wysokim poziomie, wspaniale udającej rzeczywistość.
Jakie odczucia wywołują u Was celowo "zeszpecone" lalki?
Zapraszam do podzielenia się opiniami





