Drugi zakup dotyczył klonika lalki Sindy, wypatrzonego u "pana pijaka". Wspomniany jegomość rozłożył się ze swoim straganikiem, na którym leżało "mydło i powidło", a wśród całego tego śmietnika- ona, w kawałkach: nogi oddzielnie, ręce oddzielnie, łepetyna też luzem, a wszystko to - w torebce foliowej. Zrobiło mi się biedactwa zal i za dwa złote lala zmieniła właściciela. Na pewno nigdzie jej dalej nie puszcze
Czy wy też czasami kupujecie jakieś laleczki z litości nad nimi?

