Riv kupiła baletnicę, Riv ponarzeka!

Ogólnie tak, gazetka kosztuje 19,99 i normalnie w sprzedaży jest już aktorka (weszła 18 czerwca), ale uchowała się i baletnica. Z racji tego, że strój aktorki dla mnie wygląda bardzo niespecjalnie (różowa, sparkląca sukienka na dziwnych ramiączkach (?), boa i miniaturowy Oscar dla ubogich, butów nie zauważyłam, może teraz gwiazdy filmowe chodzą boso - w końcu ciepło, a oni tam jeszcze mają dywan), wybór był prosty.
Napis na kartonie głosi, że w numerze znajdziemy sukienkę baletnicy, błyszczący diadem i torebkę na stroje (nie mam pojęcia, czy jakiś dodatkowy twór poza strojem jest też dołączany do innych numerów).
W rzeczywistości kreacja wygląda trochę jak "jestem druhną i mam na sobie krótszą wersję okropnej kiecki panny młodej, nie mogłam jednak znaleźć pasujących dodatków, więc gwizdnęłam siostrze rozkłapciane baletki, a od pięcioletniej córki pożyczyłam biały diademik z serduszkiem (nie błyszczy nawet)".
"Sukienka baletnicy" uszyta jest bardzo tak sobie - przy biuście podłożono trochę za mało materiału, więc nieco się wywija, ramiączka nie wyglądają na zbyt wytrzymałe, tył jest chyba krótszy, gorset i zapięcie (rzep) są nierówne, troszkę nierówny jest też pasek z cekinami z przodu sukienki.
Dołączona torebka na stroje cudownie wpasowuje się w letni klimat - śmierdzi gumą jak dziecięce pływaczki, poza tym elektryzuje włosy.
Na fashionistkowej Cutie sukienka po chwili układania wygląda nawet, chociaż wydawała mi się ciut za luźna (ale efekt na ciałku tnt też nie zadowalał, poza tym ramiączka sukienki zdecydowanie nie są stworzone do szerszych ramion starszych basiek). Poza tym był problem z butami - chociaż ogólnie weszły na stopę, "wiązanie" sporo odstawało od łydki. Spróbowałam więc z Tropical Barbie, ale w jej przypadku buty wcale nie chciały dać się wcisnąć na stopę - dopiero z jakąś niezidentyfikowaną playline z okolic 2000 roku efekt był zadowalający - bucik po chwili szarpaniny dał się wcisnąć, a wiązanie nie odstawało tak bardzo.
Sama gazetka, jeśli to kogoś kręci, ma kilka stron - część to niezwykle emocjonująca historia o tym, jak to Barbie nie mogła opanować kroków, ale opanowała, i w ogóle jest dużo wykrzykników i wielokropków, jest też trochę obrazków i informacji o balecie - dosłownie kilka, żeby się komuś mózg nie przegrzał. Później quiz, dyplomik, "przykazania miłośniczki tańca" i przypomnienie o konkursie. Szału bez.
Ogólnie chyba pozostanę przy stefkowych ubrankach. Chociaż ciekawa jestem, jak wypadnie łyżwiarka (chyba na koniec kolekcji) i informatyczka (numer po aktorce). Z drugiej strony przekonanie się raczej nie jest warte 20zł.