A ja ciągle jestem tego zdania, że trzeba podotykać i "pomieć" najprzeróżniejsze lalki, żeby stwierdzić, które są dla Ciebie. Na początku mojego zbieractwa miałam wszystko: porcelanki, bobasy, barbiochy, masę najróżniejszych klonów, tonnerkę, dosłownie wszystko, co mi się nawinęło... Z upływem czasu niektóre lalki po prostu przestały mnie ciekawić i interesować, wiele sprzedałam i coś nie coś mi się wyklarowało, ale wciąż są takie, których w życiu nie widziałam na żywo i mam na nie chrapkę, ale z różnych powodów nie mogę ich mieć i nie bardzo mogę stwierdzić, czy bym się w nich zakochała czy nie. Tak więc wszystkiego trzeba spróbować, nawet wbrew swoim własnym przekonaniom (jakkolwiek to brzmi)

Jestem ciekawa, czy ta porcelanowa Baśka ma jakąkolwiek artykulację...