Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
- mangusta
- Posty: 526
- Rejestracja: 10 lip 2012, 09:21
- Lokalizacja: Wrocław
- Kontakt:
Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
Pierwsze miejsce - elianka
Anna przebudziła się w kompletnej ciemności. Coś ją wyrwało ze snu, nie mogła przypomnieć sobie co. Czuła dziwny niepokój i strach. Coś złego musiało mi się przyśnić – pomyślała i powoli uniosła powieki. Spojrzała na stojący przy łóżku zegarek – była trzecia w nocy. Godzina samobójców – wymamrotała niewyraźnie dziewczyna, siadając na łóżku. W domu było niesamowicie zimno. Powinna była wymienić ten cholerny piec latem, przed sezonem grzewczym, nie marzłaby teraz tak bardzo. Nigdy więcej nie zostawię niczego na później – obiecała sobie w duchu. Z ust wypłynął jej powoli obłok pary.
- Jasna cholera! - te słowa były już na tyle głośne i wyraźne, że obudziły śpiącego w nogach łóżka Florka, psa Anny. Florek był psem rasy zupełnie nieokreślonej i był tak brzydki, że aż wzbudzał czułość. Kundel zeskoczył z łóżka i zamerdał przyjaźnie ogonem. Śpij dalej paskudo - powiedziała do niego przyjaźnie Anna. - Pójdę sprawdzić co się dzieję z tym piecem.
Opatuliła się szczelnie szlafrokiem, włożyła ciepłe skarpety i weszła do łazienki. Snop światła, który wypadał ze szczeliny w drzwiach oświetlił małego, brązowego psa, który stał tyłem do drzwi i warczał na coś, co czaiło się w mroku.
Anna wyszła z łazienki i zeszła powoli po schodach. Cała aż się trzęsła z zimna. Była naprawdę mocno wkurzona, jutro miała wcześnie wstać, czekał ją ważny dzień w pracy, miała cztery spotkana z klientami, pracowała nad prezentacjami strasznie długo, chciała dziś odpocząć i wyspać się. Ta niespodziewana nocna pobudka zupełnie wytrąciła ją z równowagi. W domu panowała zupełna cisza.
Dotarła do drzwi piwnicy i zapaliła światło na schodach. - Mam nadzieję, że nie ma żadnego przecieku, hydraulik mnie zrujnuje – wyszeptała cicho w przestrzeń. - Rety, gadam do siebie jak zdziwaczała emerytka - zganiła się w duchu i zeszła po schodach do piwnicy. Podeszła do pieca i z ulgą stwierdziła, że nic nie cieknie. Otworzyła palenisko i ze zdziwieniem odkryła, że wszystko jest w porządku. Ogień i wskazania temperatury były zupełnie normalne. Dlaczego zatem w domu jest tak zimno? W tym momencie Anna poczuła lodowaty podmuch, a światło w piwnicy zgasło. Gdzieś w głębi domu Anna usłyszała szczekanie Florka, a potem przeciągły, bolesny skowyt....
Dziewczyna powoli szła w kierunku wyjścia z piwnicy, szukając dłońmi jakiegoś punktu oparcia. Nagle poczuła, że traci równowagę i niemal się wywróciła. - Cholera jasna, to ta przeklęta dynia! - Dynię dostała w zeszłym tygodniu od koleżanki z pracy i nie bardzo miała pomysłu co z nią zrobić. Teraz mało nie straciła przez nią przednich jedynek. Na górze pies wył coraz głośniej. - Co jest z tym cholernym psem, nigdy tak się nie zachowywał” - gorączkowo myślała przesuwając się wzdłuż ściany piwnicy. Au! Zahaczyła stopą o stopień. Przynajmniej znalazła schody. Powoli wspięła się w górę, nacisnęła klamkę. Zamknięte. - Cholera jasna przecież nie zamknęłam drzwi za sobą. Kto je zamknął? - Anna drugi raz tej nocy poczuła strach.
Nacisnęła klamkę jeszcze raz i szarpnęła mocno drzwi. Przez cienką dyktę słyszała rumor i szuranie, jakby ktoś przesuwał meble po podłodze. Coś się wywróciło. Florka też słychać było bardzo dobrze, ujadał i wył. Coś się z łoskotem przewróciło. Anna skulona na schodach słuchała odgłosów tłuczonego szkła i dziwnego dudnienia, które przypominało walenie w bębny. Jej strach powoli przemieniał się w uczucie paniki i bezsilności. Ujadanie psa było coraz głośniejsze i głośniejsze, Anna skuliła się i zasłoniła dłońmi uszy. Nagle pies wydał z siebie przeciągły pisk i wszystko ustało. Zapadła świdrująca cisza. Anna usłyszała szczęknięcie zamka i drzwi do piwnicy powoli otworzyły się. Po drugiej stronie nikogo nie było. Dziewczyna powoli wstała i weszła do domu.
Parter wyglądał jak po przejściu huraganu. Wszystkie meble były powywracane i połamane, jej naczynia potłuczone, zasłony porwane. Anna powoli szła nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Usłyszała ciche skomlenie. Florek! Pies leżał na środku pokoju. Na boku miał głęboką ranę, jakby zadaną ostrym pazurem innego zwierzęcia. Tylko jakie zwierzęta mają takie szpony? Tylna łapa była wygięta pod dziwnym kątem. Krew ciekła z naderwanego ucha i zadrapania nad okiem. Kundel skamlał cicho, widać było, że bardzo cierpi. Anna podbiegła do niego, czując jak odłamki szkła wbijają się w jej pięty. Wzięła pieska na ręce i wstała. Spojrzała na nienaruszony fotel na środku pokoju, na którym siedziała lalka jej babci. Stara porcelanowa lalka w kunsztownej koronkowej sukience i zamszowych trzewikach wyglądała niemal surrealistycznie w zrujnowanym pokoju. Kiedy Anna z niedowierzaniem patrzyła na nietknięty fotel z porcelanową postacią, lalka powoli odwróciła głowę i spojrzała Annie prosto w oczy szklanym wzrokiem, w którym czaiło się zło.
Anna przebudziła się w kompletnej ciemności. Coś ją wyrwało ze snu, nie mogła przypomnieć sobie co. Czuła dziwny niepokój i strach. Coś złego musiało mi się przyśnić – pomyślała i powoli uniosła powieki. Spojrzała na stojący przy łóżku zegarek – była trzecia w nocy. Godzina samobójców – wymamrotała niewyraźnie dziewczyna, siadając na łóżku. W domu było niesamowicie zimno. Powinna była wymienić ten cholerny piec latem, przed sezonem grzewczym, nie marzłaby teraz tak bardzo. Nigdy więcej nie zostawię niczego na później – obiecała sobie w duchu. Z ust wypłynął jej powoli obłok pary.
- Jasna cholera! - te słowa były już na tyle głośne i wyraźne, że obudziły śpiącego w nogach łóżka Florka, psa Anny. Florek był psem rasy zupełnie nieokreślonej i był tak brzydki, że aż wzbudzał czułość. Kundel zeskoczył z łóżka i zamerdał przyjaźnie ogonem. Śpij dalej paskudo - powiedziała do niego przyjaźnie Anna. - Pójdę sprawdzić co się dzieję z tym piecem.
Opatuliła się szczelnie szlafrokiem, włożyła ciepłe skarpety i weszła do łazienki. Snop światła, który wypadał ze szczeliny w drzwiach oświetlił małego, brązowego psa, który stał tyłem do drzwi i warczał na coś, co czaiło się w mroku.
Anna wyszła z łazienki i zeszła powoli po schodach. Cała aż się trzęsła z zimna. Była naprawdę mocno wkurzona, jutro miała wcześnie wstać, czekał ją ważny dzień w pracy, miała cztery spotkana z klientami, pracowała nad prezentacjami strasznie długo, chciała dziś odpocząć i wyspać się. Ta niespodziewana nocna pobudka zupełnie wytrąciła ją z równowagi. W domu panowała zupełna cisza.
Dotarła do drzwi piwnicy i zapaliła światło na schodach. - Mam nadzieję, że nie ma żadnego przecieku, hydraulik mnie zrujnuje – wyszeptała cicho w przestrzeń. - Rety, gadam do siebie jak zdziwaczała emerytka - zganiła się w duchu i zeszła po schodach do piwnicy. Podeszła do pieca i z ulgą stwierdziła, że nic nie cieknie. Otworzyła palenisko i ze zdziwieniem odkryła, że wszystko jest w porządku. Ogień i wskazania temperatury były zupełnie normalne. Dlaczego zatem w domu jest tak zimno? W tym momencie Anna poczuła lodowaty podmuch, a światło w piwnicy zgasło. Gdzieś w głębi domu Anna usłyszała szczekanie Florka, a potem przeciągły, bolesny skowyt....
Dziewczyna powoli szła w kierunku wyjścia z piwnicy, szukając dłońmi jakiegoś punktu oparcia. Nagle poczuła, że traci równowagę i niemal się wywróciła. - Cholera jasna, to ta przeklęta dynia! - Dynię dostała w zeszłym tygodniu od koleżanki z pracy i nie bardzo miała pomysłu co z nią zrobić. Teraz mało nie straciła przez nią przednich jedynek. Na górze pies wył coraz głośniej. - Co jest z tym cholernym psem, nigdy tak się nie zachowywał” - gorączkowo myślała przesuwając się wzdłuż ściany piwnicy. Au! Zahaczyła stopą o stopień. Przynajmniej znalazła schody. Powoli wspięła się w górę, nacisnęła klamkę. Zamknięte. - Cholera jasna przecież nie zamknęłam drzwi za sobą. Kto je zamknął? - Anna drugi raz tej nocy poczuła strach.
Nacisnęła klamkę jeszcze raz i szarpnęła mocno drzwi. Przez cienką dyktę słyszała rumor i szuranie, jakby ktoś przesuwał meble po podłodze. Coś się wywróciło. Florka też słychać było bardzo dobrze, ujadał i wył. Coś się z łoskotem przewróciło. Anna skulona na schodach słuchała odgłosów tłuczonego szkła i dziwnego dudnienia, które przypominało walenie w bębny. Jej strach powoli przemieniał się w uczucie paniki i bezsilności. Ujadanie psa było coraz głośniejsze i głośniejsze, Anna skuliła się i zasłoniła dłońmi uszy. Nagle pies wydał z siebie przeciągły pisk i wszystko ustało. Zapadła świdrująca cisza. Anna usłyszała szczęknięcie zamka i drzwi do piwnicy powoli otworzyły się. Po drugiej stronie nikogo nie było. Dziewczyna powoli wstała i weszła do domu.
Parter wyglądał jak po przejściu huraganu. Wszystkie meble były powywracane i połamane, jej naczynia potłuczone, zasłony porwane. Anna powoli szła nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Usłyszała ciche skomlenie. Florek! Pies leżał na środku pokoju. Na boku miał głęboką ranę, jakby zadaną ostrym pazurem innego zwierzęcia. Tylko jakie zwierzęta mają takie szpony? Tylna łapa była wygięta pod dziwnym kątem. Krew ciekła z naderwanego ucha i zadrapania nad okiem. Kundel skamlał cicho, widać było, że bardzo cierpi. Anna podbiegła do niego, czując jak odłamki szkła wbijają się w jej pięty. Wzięła pieska na ręce i wstała. Spojrzała na nienaruszony fotel na środku pokoju, na którym siedziała lalka jej babci. Stara porcelanowa lalka w kunsztownej koronkowej sukience i zamszowych trzewikach wyglądała niemal surrealistycznie w zrujnowanym pokoju. Kiedy Anna z niedowierzaniem patrzyła na nietknięty fotel z porcelanową postacią, lalka powoli odwróciła głowę i spojrzała Annie prosto w oczy szklanym wzrokiem, w którym czaiło się zło.
- Urshula
- Posty: 684
- Rejestracja: 27 gru 2011, 22:45
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
łooooooooooooooooo!przerażające!! ja chce kolejny "odcinek"!!!
- dollbby
- Posty: 2001
- Rejestracja: 27 gru 2011, 18:54
- Lokalizacja: Polska
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
o jazda!!!! Aż mnie ciary przeszły!!!!!! Miejsce 1 Zasłużone!
- Imago
- Posty: 744
- Rejestracja: 27 gru 2011, 21:54
- Lokalizacja: JG
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
Zgadzam się z poprzednikami. Świetne to opowiadanie. Brawo Elianko!
"Każda głupia potrafi być czarownicą z runicznym nożem, ale trzeba wysokiego kunsztu, by być czarownicą z obierakiem do jabłek!"
http://ask.fm/ImagoImaginacjaImagowska
http://ask.fm/ImagoImaginacjaImagowska
- marshalka
- Posty: 515
- Rejestracja: 29 gru 2011, 14:43
- Lokalizacja: Pomorze
- Kontakt:
- BarbieDream
- Posty: 1713
- Rejestracja: 29 gru 2011, 17:38
- Lokalizacja: Lublin
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
Genialne! Zaparło mi dech!
- elianka
- Posty: 701
- Rejestracja: 12 mar 2012, 16:38
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
Ja bardzo bardzo dziękuję! Naprawdę nie wiem dlaczego wygrałam
To pierwsze moje opowiadanie w życiu i do tego pełne błędów stylistycznych ( powtórzeń głownie). Ale naprawdę, naprawdę się ciesze, że Wam się podoba 
-
ajatoco
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
A ja się z powyższymi opiniami zgadzam i czuję niedosyt, za szybko się skończyło 
- mangusta
- Posty: 526
- Rejestracja: 10 lip 2012, 09:21
- Lokalizacja: Wrocław
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
Drugie miejsce - Anek
Piwniczka pod Kawiarnią
Był zwykły październikowy dzień, śpieszyłam się na spotkanie z moimi przyjaciółkami. Natalia nalegała na nie bardzo stanowczo. Całą drogę zastanawiałam się o co mogło jej chodzić. Miejscem spotkania była jak zawsze, należąca do babci Natalii, malutka kawiarenka w Wilanowie. Urządzono ją w starym stylu, ściany, stoły i fotele utrzymane były w pastelowych odcieniach starej żółci i zieleni, wszędzie wisiały ozdobne lustra i obrazy, pachniało domowym ciastem i gorącą czekoladą. Uwielbiałam tam przesiadywać, było miło i przytulnie, a przede wszystkim pusto. Mało kto tam zaglądał, co nieraz przyprawiało babunie o ból głowy. Mimo to, interes jakoś się kręcił, a dla mnie kawiarenka była idealnym miejscem na ploty z psiapsiułami!
Dzisiaj jednak wszystko wyglądało trochę inaczej. Było dość chłodno i ponuro, a w powietrzu zamiast zapachu ciasta unosił się smrodek starych dyń porozstawianych z rozmachem przez babunię.
- Co to za zapach, i czemu tak zimno?- wrzasnęłam od progu do babuni.
- Ha Ha, oszczędzamy na ogrzewaniu i prądzie! – roześmiała się babcia.- Ciepło ze świeczek w dyniach powinno nam wystarczyć, w końcu zaraz całe to zakichane Halloween. Trzeba korzystać, a że śmierdzi no cóż, nie jest tak źle, nie marudź. Dziewczyny są w kuchni - dodała po chwili.
Nie śmiałam się z nią sprzeczać, staruszka wiedziała jak rozkręcić interes, no a na pewno jak przyoszczędzić trochę grosza.
Kasia, Natalia, Emila i Krysia siedziały przy starym kuchennym stole. Kuchnia nie była odnawiana chyba od nowości. Ciemne pożółkłe ściany idealnie komponowały się ze starą, spróchniała podłogą. Wiecznie zmarznięta Emila nie podzielała ekonomicznych zapatrywań babuni i opatulona w palto szczękała zębami.
- Wrreszcze! – „wyszczekała” z wyrzutem.
- No jestem już jestem, błagam o litość- opowiedziałam z uśmiechem.
- Dobra dziewczyny- wcięła się Natalia.-powiem wam coś, tylko nikomu ani słowa- ściszyła głos i pochyliła się do przodu.-Znalazłam z babunią ukryte drzwi do jakiejś piwniczki pod kawiarnią- wyszeptała.
- I co tam?- krzyknęła podniecona Krysia.
- Ciiszej- zganiła ją Natalia.- no właśnie nic, nie możemy ich otworzyć, zamknięte! Ale…
- O losie faktycznie nowina- jęknęła Kasia.- to ja tu lecę jak głupia, a Ty mi o zamkniętych drzwiach opowiadasz.
- Dacie jej skończyć czy nie?- wtrąciłam się wreszcie. -No mów!
- No wiec, jak już mówiłam, są drzwiczki takie niezbyt duże metr pięćdziesiąt wysokości, zamknięte na klucz, ja myślę że tam może być coś cennego, ta kawiarenka przed wojną należała do bardzo bogatych ludzi. Na pewno coś tam jest, mówię wam!
-No dobra, ale czego od nas oczekujesz? My nie mamy tego klucza przecież - powiedziała Emila powstrzymując na chwile szczękanie zębów.
- Ja wiem, ale tak pomyślałam sobie….
- Co? Mamy pomóc szukać?- uśmiechnęłam się. Natalia zaczęła energicznie kiwać głową, co zapewne miało znaczyć TAK!
-Dobra, przynajmniej się rozgrzejmy- podchwyciła Emila.- Jedziemy z tym!
Było już ciemno, babunia zamknęła kawiarnię. Zostałyśmy same, znaczy nie do końca. Były jeszcze śmierdzące dynie, które stanowiły dla nas jedyne źródło światła.
- Ale przygoda!- ekscytowała się Krysia.
Przetrząsnęłyśmy całą kawiarenkę łącznie z kuchnią i kibelkiem. Wreszcie spełzłyśmy do parteru, w poszukiwaniu jakichś nierównych klepek, ale nic, klucza nie ma! Zrezygnowana babunia poszła zrobić nam czekoladę.
-I co teraz?- zasmuciła się Natalia.
-Oj, może jakoś inaczej je otworzymy?!- próbowała pocieszyć ją Krysia.
-Pokaż no te drzwi, mała - podchwyciłam.
Natalia wzięła jedną dynio-głowę i powędrowała w róg kuchni, gdzie stał kredens. Przesunęła go z zadziewającą lekkością (przypuszczam, że pomogły jej w tym korniki, które wyżarły drewno od środka). Drzwi faktycznie były nieduże. Wyglądały dość solidnie, ale kiedy zaczęłam nimi szarpać, nie trzymały zbyt mocno.
-Dobra! Odsunąć się! - wrzasnęłam i kopnęłam prawie „z półobrotu” w sam środek drzwiczek.
Nie spodziewałam się, że pójdzie tak łatwo! Drzwi otworzyły się, a ja z impetem wpadłam do środka i runęłam w dół po drewnianych schodach. Dziewczyny wydały z siebie bliżej nieskoordynowany wrzask i rzuciły się za mną.
Gdy reszta zbierała mnie powoli z podłogi, Natalia zaczęła rozglądać się po pokoju. Światło z jej dyni obejmowało bardzo małą przestrzeń. Było zimno, wilgotno i nieprzyjemnie. Pomieszczenie było malutkie i duszne.
-Dziewczyny! Patrzcie lalki! Chodźcie szybko!- krzyknęła wreszcie Natalia.
-Dzizys, porcelanowe. Jakie straszne - jęknęła Kasia.
Stałyśmy w małym strumieniu dyniowego światła i przyglądałyśmy się znalezisku. Nagle usłyszałyśmy, że coś się za nami rusza. Strach jeżył nam włosy na głowie i rękach. Powoli odwróciłyśmy się. W promieniach rzucanych przez dynię stanęła, mała, chuda dziewczynka. Wyglądała blado ale zdecydowanie żywo. We włosach miała śliczną złotą wstążkę, a jej ciemne oczy błyszczały w świetle świeczki.
-To moje laleczki-powiedziała cicho-Moje.
-Aha- jęknęła Natalia. Byłyśmy przerażone.
-Miały być skarby i przygoda, a nie zasuszone duchy- warknęłam przez zęby.
Emila pobladła, Kasia razem z nią.
„Zaraz zejdą” pomyślałam.”Będą trzy duchy na stanie. Starczy jeden, serio”. Tylko Krysia zachowała swój zwyczajowy optymizm:
- Możemy się z Tobą pobawić?- entuzjastycznie rzuciła do dziewczynki.
Mała uśmiechnęła się, jej twarz nabrała kolorków. Podała każdej jedną laleczkę, wszystkie miały imiona i swoją historię. Ich piękne stroje mimo lat nie straciły na kolorach i blasku. „Prawdziwa kolekcjonerka!”- pomyślałam.
-Już nigdy więcej nie będę bawić się sama, prawda?- zapytała dziewczynka błagalnym głosem, patrząc na nas z nadzieją.
-Oczywiście- powiedziałyśmy chórem- Nigdy więcej!
Piwniczka pod Kawiarnią
Był zwykły październikowy dzień, śpieszyłam się na spotkanie z moimi przyjaciółkami. Natalia nalegała na nie bardzo stanowczo. Całą drogę zastanawiałam się o co mogło jej chodzić. Miejscem spotkania była jak zawsze, należąca do babci Natalii, malutka kawiarenka w Wilanowie. Urządzono ją w starym stylu, ściany, stoły i fotele utrzymane były w pastelowych odcieniach starej żółci i zieleni, wszędzie wisiały ozdobne lustra i obrazy, pachniało domowym ciastem i gorącą czekoladą. Uwielbiałam tam przesiadywać, było miło i przytulnie, a przede wszystkim pusto. Mało kto tam zaglądał, co nieraz przyprawiało babunie o ból głowy. Mimo to, interes jakoś się kręcił, a dla mnie kawiarenka była idealnym miejscem na ploty z psiapsiułami!
Dzisiaj jednak wszystko wyglądało trochę inaczej. Było dość chłodno i ponuro, a w powietrzu zamiast zapachu ciasta unosił się smrodek starych dyń porozstawianych z rozmachem przez babunię.
- Co to za zapach, i czemu tak zimno?- wrzasnęłam od progu do babuni.
- Ha Ha, oszczędzamy na ogrzewaniu i prądzie! – roześmiała się babcia.- Ciepło ze świeczek w dyniach powinno nam wystarczyć, w końcu zaraz całe to zakichane Halloween. Trzeba korzystać, a że śmierdzi no cóż, nie jest tak źle, nie marudź. Dziewczyny są w kuchni - dodała po chwili.
Nie śmiałam się z nią sprzeczać, staruszka wiedziała jak rozkręcić interes, no a na pewno jak przyoszczędzić trochę grosza.
Kasia, Natalia, Emila i Krysia siedziały przy starym kuchennym stole. Kuchnia nie była odnawiana chyba od nowości. Ciemne pożółkłe ściany idealnie komponowały się ze starą, spróchniała podłogą. Wiecznie zmarznięta Emila nie podzielała ekonomicznych zapatrywań babuni i opatulona w palto szczękała zębami.
- Wrreszcze! – „wyszczekała” z wyrzutem.
- No jestem już jestem, błagam o litość- opowiedziałam z uśmiechem.
- Dobra dziewczyny- wcięła się Natalia.-powiem wam coś, tylko nikomu ani słowa- ściszyła głos i pochyliła się do przodu.-Znalazłam z babunią ukryte drzwi do jakiejś piwniczki pod kawiarnią- wyszeptała.
- I co tam?- krzyknęła podniecona Krysia.
- Ciiszej- zganiła ją Natalia.- no właśnie nic, nie możemy ich otworzyć, zamknięte! Ale…
- O losie faktycznie nowina- jęknęła Kasia.- to ja tu lecę jak głupia, a Ty mi o zamkniętych drzwiach opowiadasz.
- Dacie jej skończyć czy nie?- wtrąciłam się wreszcie. -No mów!
- No wiec, jak już mówiłam, są drzwiczki takie niezbyt duże metr pięćdziesiąt wysokości, zamknięte na klucz, ja myślę że tam może być coś cennego, ta kawiarenka przed wojną należała do bardzo bogatych ludzi. Na pewno coś tam jest, mówię wam!
-No dobra, ale czego od nas oczekujesz? My nie mamy tego klucza przecież - powiedziała Emila powstrzymując na chwile szczękanie zębów.
- Ja wiem, ale tak pomyślałam sobie….
- Co? Mamy pomóc szukać?- uśmiechnęłam się. Natalia zaczęła energicznie kiwać głową, co zapewne miało znaczyć TAK!
-Dobra, przynajmniej się rozgrzejmy- podchwyciła Emila.- Jedziemy z tym!
Było już ciemno, babunia zamknęła kawiarnię. Zostałyśmy same, znaczy nie do końca. Były jeszcze śmierdzące dynie, które stanowiły dla nas jedyne źródło światła.
- Ale przygoda!- ekscytowała się Krysia.
Przetrząsnęłyśmy całą kawiarenkę łącznie z kuchnią i kibelkiem. Wreszcie spełzłyśmy do parteru, w poszukiwaniu jakichś nierównych klepek, ale nic, klucza nie ma! Zrezygnowana babunia poszła zrobić nam czekoladę.
-I co teraz?- zasmuciła się Natalia.
-Oj, może jakoś inaczej je otworzymy?!- próbowała pocieszyć ją Krysia.
-Pokaż no te drzwi, mała - podchwyciłam.
Natalia wzięła jedną dynio-głowę i powędrowała w róg kuchni, gdzie stał kredens. Przesunęła go z zadziewającą lekkością (przypuszczam, że pomogły jej w tym korniki, które wyżarły drewno od środka). Drzwi faktycznie były nieduże. Wyglądały dość solidnie, ale kiedy zaczęłam nimi szarpać, nie trzymały zbyt mocno.
-Dobra! Odsunąć się! - wrzasnęłam i kopnęłam prawie „z półobrotu” w sam środek drzwiczek.
Nie spodziewałam się, że pójdzie tak łatwo! Drzwi otworzyły się, a ja z impetem wpadłam do środka i runęłam w dół po drewnianych schodach. Dziewczyny wydały z siebie bliżej nieskoordynowany wrzask i rzuciły się za mną.
Gdy reszta zbierała mnie powoli z podłogi, Natalia zaczęła rozglądać się po pokoju. Światło z jej dyni obejmowało bardzo małą przestrzeń. Było zimno, wilgotno i nieprzyjemnie. Pomieszczenie było malutkie i duszne.
-Dziewczyny! Patrzcie lalki! Chodźcie szybko!- krzyknęła wreszcie Natalia.
-Dzizys, porcelanowe. Jakie straszne - jęknęła Kasia.
Stałyśmy w małym strumieniu dyniowego światła i przyglądałyśmy się znalezisku. Nagle usłyszałyśmy, że coś się za nami rusza. Strach jeżył nam włosy na głowie i rękach. Powoli odwróciłyśmy się. W promieniach rzucanych przez dynię stanęła, mała, chuda dziewczynka. Wyglądała blado ale zdecydowanie żywo. We włosach miała śliczną złotą wstążkę, a jej ciemne oczy błyszczały w świetle świeczki.
-To moje laleczki-powiedziała cicho-Moje.
-Aha- jęknęła Natalia. Byłyśmy przerażone.
-Miały być skarby i przygoda, a nie zasuszone duchy- warknęłam przez zęby.
Emila pobladła, Kasia razem z nią.
„Zaraz zejdą” pomyślałam.”Będą trzy duchy na stanie. Starczy jeden, serio”. Tylko Krysia zachowała swój zwyczajowy optymizm:
- Możemy się z Tobą pobawić?- entuzjastycznie rzuciła do dziewczynki.
Mała uśmiechnęła się, jej twarz nabrała kolorków. Podała każdej jedną laleczkę, wszystkie miały imiona i swoją historię. Ich piękne stroje mimo lat nie straciły na kolorach i blasku. „Prawdziwa kolekcjonerka!”- pomyślałam.
-Już nigdy więcej nie będę bawić się sama, prawda?- zapytała dziewczynka błagalnym głosem, patrząc na nas z nadzieją.
-Oczywiście- powiedziałyśmy chórem- Nigdy więcej!
- Kiryuu
- Posty: 166
- Rejestracja: 14 lut 2012, 16:37
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
po pierwszym opowiadaniu przeszły mi ciary, a drugie nastroiło mnie bardzo pozytywnie. chcę więcej! ^U^
- Soul
- Posty: 258
- Rejestracja: 31 mar 2012, 09:07
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
Elianko, zdecydowanie zasłużone I miejsce!
masz lekki, przyjemny styl, zaczhęcałabym cię do dalszego pisania, naprawdę![uśmiech :]](./images/smilies/kwadr.gif)
masz lekki, przyjemny styl, zaczhęcałabym cię do dalszego pisania, naprawdę
- Lena
- Posty: 127
- Rejestracja: 11 cze 2012, 15:28
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
Uwielbiam takie mroczne historie!!! Elianko, na pierwsze miejsce zasłużyłaś sobie w 100%, aż mnie ciarki przeszły. To budowanie napięcia jest genialne.
Drugie opowiadanie też mi się bardzo podobało, a zwłaszcza ta część o duchu.
Drugie opowiadanie też mi się bardzo podobało, a zwłaszcza ta część o duchu.
- Mono
- Posty: 1954
- Rejestracja: 27 gru 2011, 15:43
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
elianko, rozprawiłabym się młotkiem z tą laleczka za to, że skrzywdziła Florka
Świetne opowiadania dziewczyny 
- mangusta
- Posty: 526
- Rejestracja: 10 lip 2012, 09:21
- Lokalizacja: Wrocław
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
Będzie jeszcze jedno, ale zanim się pojawi, może wyjaśnię werdykt. Elianka dostała I miejsce za doskonałe rozeznanie w konwencji i precyzyjne zastosowanie się do wskazówek 
- mangusta
- Posty: 526
- Rejestracja: 10 lip 2012, 09:21
- Lokalizacja: Wrocław
- Kontakt:
Re: Opowiadania konkursowe forumowiczek - Halloween
Trzecie miejsce - kaoha
Słońce wyjrzało zza chmur, lekki wiaterek poruszał różnokolorowymi liścćmi, a na trawie błyszczały miliony kropelek porannej rosy.
- Nie ma to jak jesień! To moja ulubiona pora roku. A twoja, Tomku? - Spytała Julia podziwiając krajobraz. Chłopak, który stał przed nią, tylko wzruszył ramionami i skrzyżował ręce. Był strasznie wściekły, gdy budzono go o 6:00 rano, tylko dlatego, że jego siostra tego chciała. Włożył ręce w kieszenie i naburmuszony poszedł w stronę domu. Ośmiolatka szybko się do niego przyłączyła. Chłopak nie lubił rozmawiać, był zamknięty w sobie i zawsze miał ponurą minę, co Julię strasznie denerwowało. Była jego przeciwieństwem, dlatego trudno znosiła chwile, gdy musiała zostać sama z bratem. Mało kiedy się zdarzało, że rozmawiali ze sobą. Z każdą minutą Julii robiło się nudno, więc zrywała kwiatki i łączyła je ze sobą, tworząc wieniec.
- Ładny. - Odparł krótko Tomek. Ku zdziwieniu Julii, chłopak przykucnął koło niej i uśmiechnął się. Ten oto dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale!
Dzieci zasiadły przy stole i zaczęły jeść śniadanie. Ich mama, pani Patrycja, zajmowała się w tym czasie przygotowywaniem obiadu, by potem mieć chwilę wolną. Kiedy chłopak skończył jeść, wstał i udał się do swojego pokoju, zostawiając je same.
- Piękny dzisiaj dzień, prawda Julio? - Spytała Patrycja, siadając naprzeciwko Julki. Jednak nie dała jej możliwości odpowiedzenia, od razu zaczęła mówić dalej. - Przebieracie się za coś z koleżankami?
- A jest dziś jakiś wyjątkowy dzień? - Zdziwiła się dziewczynka.
- Halloween! - Odparła matka z uśmiechem na twarzy. Jednak Julia nie była z tego powodu zadowolona.
- Nie lubię tego święta. Jest stanowczo nudne. Co w tym takiego rewelacyjnego? Dynie z światełkami w środku mają budzić strach, a przebrane dzieci oczyszczają dom z różnorodnych cukierków, a jeśli nie pozwolisz im na to, robią ci psikusa. Oprócz tego, ten dzień jest jak każdy inny. Zwykłe dwadzieścia cztery godziny. - Odparła dziewczynka. Kobieta wstała i zajęła się tym, co wcześniej. Była zaskoczona taką mądrą odpowiedzią. Bo przecież co się może dzisiaj stać?..
Zegar wybił dwunastą godzinę. Tomek wyszedł z pokoju i udał się do kuchni, gdzie mama rozwiązywała krzyżówki.
- Gzieś się wybierasz, Tomaszu? - Spytała Patrycja, odkładając długopis.
- Nie, nigdzie.. Chciałem z tobą porozmawiać. - Dosiadł się.
- Słucham cię.
- Tatko umarł siedem lat temu, w ten dzień o godzinie 15:00. Miałem wtedy osiem lat, tyle ile teraz Julka, więc nie interesowało mnie co się dzieje po za tym domem. A o śmierci ojca dowiedziałem się dopiero kiedy ukończyłem dziesięć lat. Wcześniej okłamywałaś mnie, że wyjechał do Warszawy w sprawie pracy oraz że wróci.
- Tak. - Odparła niepewnie Patrycja.
- Nie opowiedziałaś mi, w jakich okolicznościach zmarł.
- Tak.
- Nie domyślasz się? Chcę byś mi teraz o tym powiedziała, w jego rocznicę śmierci, dobrze? - Chłopak spojrzał głęboko w oczy matki, która chwilę po tym kiwnęła twierdząco głową.
- Ale ja nie wiem. - Wzruszyła ramionami Patrycja.
- Jak to nie wiesz!? - Krzyknął i rzucił jej wściekłe spojrzenie. - Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz?! Za kogo się uważasz?! Nie będziesz dłużej mnie oszukiwać, mam 15 lat, jestem dorosły! Nie traktuj mnie jak dziecko!
- Rozumiem, ale wiem niewiele. Usłyszałam trzask pomieszany z krzykiem.Nie umiem tego opisać.Jakby ktoś potrzaskał na raz tysiące szklanek.Przerażona wyszłam i zobaczyłam...mgłę. Nic nie było widać, nawet moje ręce była mało zauważalne. Zastanawiam się, co to było, gdyż nie wyglądało to 'normalnie'. Szłam ostrożnie, bojąc się, że zaraz ktoś mnie potrąci lub na coś wpadnę, bo nic nie widziałam. Nagle zaczął padać deszcz i ta 'mgła' przeszła. Co dziwne, przestało padać po dwóch minutach. I zauważyłam to... - Po policzku Patrycji spłynęły łzy. - Mała, pluszowa lalka. Nie miała ręki i nogi, a jej ubrania były zniszczone. Wyglądała niczym lalka z horroru. Przeraziłam się, więc wyrzuciłam ją. Wróciłam do domu i znów usłyszałam trzask. Wyszłam ponownie i upadłam na ziemię, płacząc. Szybko uciekłam i zaczęłam przeraźliwie krzyczeć. Pieszy pewnie się dziwili i myśleli o mnie jak o wariatce, ale pewnie tak samo by się zachowali, gdyby doznali tego co ja.
- Czekaj! Ale co to było? - Pytał zaciekawiony Tomek.
- Naprawdę chcesz tego słuchać? Ach, będę zmuszona... - Patrycja wstała i zasunęła krzesło. - Zobaczyłam twojego ojca Roberta martwego. Obok niego było wiele krwi. A na jego poszarpanej głowie ona - szmaciana lalka. - Kobieta wyszła, zostawiając przerażonego syna samego.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Julia szybko je otworzyła i zaprosiła gościa do domu. Ubrany był w czarną marynarkę, a na głowie miał szary kapelusz.
- Cześć, wujku. - Uśmiechnęła się przechodząca obok Patrycja. - Co cię tu sprowadza?
- Chciałem tylko zaprosić dzieci do mnie. - Odparł sucho.
- Nie ma mowy. Zaraz będzie obiad i musimy go zjeść.
- A później?
- Niech wuju przyjdzie kiedy chce, ale nie teraz. Może być za pięć czternasta? - Spytała.
- Zależy mi, żeby były i wcześniej. - Ściągnął kapelusz i położył go na stole.
- A co się tak wujowi śpieszy? - Jula zamknęła drzwi i usiadła przy stole.
- Juleczko, kochana! My z ciotką postanowiliśmy, że was zaprosimy na Halloween. Ciocia upiekła rozmaite ciasta i desery, tylko dla was.
- Interesująca propozycja, ale muszę iść z Tomkiem do Krystyny, mojej koleżanki.
- W takim razie, trudno. Do zobaczenia. - Wziął kapelusz i wyszedł z pomieszczenia.
- Jaka Krystyna? - Spytała Patrycja.
- Kłamałam, nie chcę mi się iść do wuja. - Uśmiechnęła się i pobiegła do pokoju Tomka. Zapukała trzy razy i weszła bez pozwolenia. Tomek nie zwrócił na nią uwagi, jak zawsze. Weszła na łóżku i położyła się obok Tomka.
- Pójdziemy dziś na Halloweenowy spacer? - Spytał Tomek.
- Co? Nie lubisz spacerów.
- Weź przestań. Czytam z ciebie jak z otwartej książki! Po twojej minie widać, że ci się nudzi. Na pewno chcesz coś robić, a ja próbuję być dobrym bratem. - Chłopak popatrzał na zdziwioną i równie szczęśliwą Julkę, ta szybko wybiegła z jego pokoju z okrzykiem "Czekam na ciebie!".
Mijali drzewa, domy, latarnie. Opowiadali, jak nigdy dotąd, o różnych rzeczach. Skręcili na polanę pełną kwiatów. Nikogo tu nie było, a przynajmniej tak się wydawało dzieciom. Julia była bardzo szczęśliwa, a Tomek jak zawsze, naburmuszony. Choć w głębi serca cieszył się tak samo jak jego siostra. Nagle z oddali udało im się ujrzeć starca w czarnym ubiorze. Jednak znikł im, jakby nagła mgła go zakryła. Tomek uznał to za wyobraźnię i wytłumaczył Julce, że jej się to tylko wydawało. Po paru minutach chłopak poczuł dotyk czyjeś ręki na plecach. Odwrócił się i nikogo nie zobaczył. "To mi się też wydawało", pomyślał.
- Chodźmy już. - Postanowił Tomek. Wstali i odwrócili się w stronę ulicy. Podskoczyli ze strachu, gdy zobaczyli postać przed nimi.
- Ktoś..Ktoś ty? - Spytał wystraszony Tomek. Julia najwyraźniej nie zdołała wydać z siebie żadnego odgłosu.
- Dano wam życie, byście z niego korzystali. Jednak każdy wie, że żyje się tylko dlatego, by umierać. - Odparł sucho mężczyzna w czarnej szacie. - Chodźcie za mną, jeżeli chcecie żyć.
- Cco?! Jak śmiesz!? - Krzyknął Tomek. Chwycił Julię za rękę i pociągnął ją, biegli. Szybko znaleźli się na ulicy. Odwrócili się, jednak nikogo nie zobaczyli.
- Boję się.- Odparła niepewnie Julia. Chłopak nie mógł nic odpowiedzieć, tylko ruszył w powrotną drogę, próbując zapomnieć to co się wydarzyło.
Byli na ulicy Domeno. Za niedługo będą w domu. Jednak poruszali się ostrożnie i bardzo wolno. Mijali wielu ludzi, więc było im raźniej i mniej się bali. Ale zza drzewa dostrzegli znowu tego mężczyznę. Wyszedł ze swojej kryjówki i stanął naprzeciw nich.
- Wybraliście ucieczkę, choć mówiłem, że jeśli chcecie żyć musicie iść za mną, prawda? - Te słowa, wypowiedziane przez niego, były bardzo niewyraźne i trudne to rozszyfrowania. Tomek chwycił pierwszego, lepszego pieszego i zwrócił się do niego:
- Znasz go? - I wskazał palcem na tego mężczyznę.
- A gdzie on jest? Nikogo nie widzę. - Odparł i poszedł w swoją stronę. Przerażony Tomek spojrzał w miejsce, gdzie wcześniej znajdował się mężczyzna. Ale teraz go już nie było. Wydawało mu się (a może i nie..), że słyszy przeraźliwy śmiech.
Szli jeszcze długo, bardzo długo. Wreszcie zauważyli swój dom w oddali. Ucieszona Julia nabrała na nowo sił, jednak to trwało krótko. Jej uwagę przykuło duże drzewo, znajdujące się przy ulicy. Dziwnym trafem nigdzie nie było ludzi, a drzewo, które zaciekawiło Julię, nigdy tutaj nie rosło! Ostrożny Tomek podszedł do Julii, która stała na przeciwko drzewa.
- Jest takie piękne.. A jego liście tak kolorowe! - Chwaliła dziewczynka. Odruchowo dotknęła drzewa i zemdlała!
- Julaaa! - Krzyknął Tomek i klęknął przy niej. - Powiedz, że żyjesz! Jula! Jula! Nigdy więcej nie spuszczę się z oczu, ale żyj! Żyj! (...)
Obudzili się w ciemnym pomieszczeniu, bez żadnych rzeczy, sami.
- Też musiałem zemdleć. Chyba zostaliśmy porwani. - Odparł Tomek do Julii.
- Co robimy?! - Przeraziła się.
- Nie wiem.. Spróbujemy znaleźć wyjście. - Wstali i zaczęli rozglądać się po całym pomieszczeniu. Kiedy okazało się, że nie da rady stąd uciec, ktoś (a może coś?) zaświecił światło. Tyle, że nie było tutaj lampy... Usłyszeli potężny głos:
- Czy to wy? Spotykamy się w Halloween, prawda? Jest 14:30, wiecie? Za pół godziny będzie TA godzina - Julka zaczęła gorzko płakać, choć nie wiedziała, co ma na myśli osoba, która to powiedziała, a Tomek otworzył szeroko oczy. On wiedział, że o 15:00 zmarł ich ojciec.
- Czego chcesz? - Spytał przerażony.
- Nic. A wiecie, że nad wami ciąży klątwa? Rozpoczął ją wasz ojciec. Siedem lat temu. Historia lubi się powtarzać..
- Co? Nie mów tak, nie! - Krzyczał bezradnie Tomek. Wtedy Julia wstała i otarła łzy.
- Patrz, Tomek! Jaka stara lalka, prawda? - Dziewczyna wzięła ową lalę i pokazała ją Tomkowi. Ten przypomniał sobie dzisiejszą rozmowę z Patrycją.
- Kim jesteś!? Wypuść nas! - Wrzeszczał. Jednak ten tajemniczy głos nie odpowiedział na zadane mu pytanie. Rodzeństwo było przestraszone.
Spróbowali pójść spać z myślą, że się obudzą z tego koszmaru, który jednak nim nie był. To działo się naprawdę.
- Jestem głodna, Tomku.. - Odparła Julia. Jednak chłopak nie mógł na to nic poradzić, więc tylko przytulił swoją siostrę w nadziei, że uśnie. Jednak to nie nastąpiło. Światło zgasło, a tajemniczy głos znów przemówił:
- To, czym oddychacie, to nie powietrze, tylko trucizna. Za parę minut znów stracicie przytomność, by ją potem odzyskać.
- Nie chcę umierać! - Płakała Julia. Chłopak próbował wszystkiego, żeby się uratować, ale na marne. Upadli na podłogę, zemdleli tak jak przepowiedziano.
Gdy wstali, mieli mnóstwo ran, które pojawiły się znikąd i zaczęły strasznie boleć. Strach jaki ich ogarnął był niesamowicie wielki. Bali się jeszcze bardziej.
- Kim jesteś? - Odparł Tomek przez łzy.
- Duchem.
Julia poczuła się tak, jakby umierała.
Zauważyli tego samego mężczyznę co wcześniej. Ten podał im szmacianą lalkę, którą wcześniej znalazła Julia. Tym razem lalka miała bardziej podrapaną twarz. Wtedy ów człowiek wyjął nóż i zaśmiał się szyderczo. Za nim pojawiły się inne zjawy i zaczęły znęcać się nad przerażonymi dziećmi, które krzyczały z całych sił, ale nikt ich nie usłyszał. Nikt.
Co się z nimi stało? Jak ich zabito? Tego nie wiadomo.
Wybiła 15:00 na zegarze, Patrycja usłyszała przeraźliwy krzyk. Wyjrzała i zobaczyła TO. Julia i Tomek leżeli na trawie, zmasakrowani, nieżywi... A na nich ona. Szmaciana lalka.
Słońce wyjrzało zza chmur, lekki wiaterek poruszał różnokolorowymi liścćmi, a na trawie błyszczały miliony kropelek porannej rosy.
- Nie ma to jak jesień! To moja ulubiona pora roku. A twoja, Tomku? - Spytała Julia podziwiając krajobraz. Chłopak, który stał przed nią, tylko wzruszył ramionami i skrzyżował ręce. Był strasznie wściekły, gdy budzono go o 6:00 rano, tylko dlatego, że jego siostra tego chciała. Włożył ręce w kieszenie i naburmuszony poszedł w stronę domu. Ośmiolatka szybko się do niego przyłączyła. Chłopak nie lubił rozmawiać, był zamknięty w sobie i zawsze miał ponurą minę, co Julię strasznie denerwowało. Była jego przeciwieństwem, dlatego trudno znosiła chwile, gdy musiała zostać sama z bratem. Mało kiedy się zdarzało, że rozmawiali ze sobą. Z każdą minutą Julii robiło się nudno, więc zrywała kwiatki i łączyła je ze sobą, tworząc wieniec.
- Ładny. - Odparł krótko Tomek. Ku zdziwieniu Julii, chłopak przykucnął koło niej i uśmiechnął się. Ten oto dzień zapowiadał się naprawdę wspaniale!
Dzieci zasiadły przy stole i zaczęły jeść śniadanie. Ich mama, pani Patrycja, zajmowała się w tym czasie przygotowywaniem obiadu, by potem mieć chwilę wolną. Kiedy chłopak skończył jeść, wstał i udał się do swojego pokoju, zostawiając je same.
- Piękny dzisiaj dzień, prawda Julio? - Spytała Patrycja, siadając naprzeciwko Julki. Jednak nie dała jej możliwości odpowiedzenia, od razu zaczęła mówić dalej. - Przebieracie się za coś z koleżankami?
- A jest dziś jakiś wyjątkowy dzień? - Zdziwiła się dziewczynka.
- Halloween! - Odparła matka z uśmiechem na twarzy. Jednak Julia nie była z tego powodu zadowolona.
- Nie lubię tego święta. Jest stanowczo nudne. Co w tym takiego rewelacyjnego? Dynie z światełkami w środku mają budzić strach, a przebrane dzieci oczyszczają dom z różnorodnych cukierków, a jeśli nie pozwolisz im na to, robią ci psikusa. Oprócz tego, ten dzień jest jak każdy inny. Zwykłe dwadzieścia cztery godziny. - Odparła dziewczynka. Kobieta wstała i zajęła się tym, co wcześniej. Była zaskoczona taką mądrą odpowiedzią. Bo przecież co się może dzisiaj stać?..
Zegar wybił dwunastą godzinę. Tomek wyszedł z pokoju i udał się do kuchni, gdzie mama rozwiązywała krzyżówki.
- Gzieś się wybierasz, Tomaszu? - Spytała Patrycja, odkładając długopis.
- Nie, nigdzie.. Chciałem z tobą porozmawiać. - Dosiadł się.
- Słucham cię.
- Tatko umarł siedem lat temu, w ten dzień o godzinie 15:00. Miałem wtedy osiem lat, tyle ile teraz Julka, więc nie interesowało mnie co się dzieje po za tym domem. A o śmierci ojca dowiedziałem się dopiero kiedy ukończyłem dziesięć lat. Wcześniej okłamywałaś mnie, że wyjechał do Warszawy w sprawie pracy oraz że wróci.
- Tak. - Odparła niepewnie Patrycja.
- Nie opowiedziałaś mi, w jakich okolicznościach zmarł.
- Tak.
- Nie domyślasz się? Chcę byś mi teraz o tym powiedziała, w jego rocznicę śmierci, dobrze? - Chłopak spojrzał głęboko w oczy matki, która chwilę po tym kiwnęła twierdząco głową.
- Ale ja nie wiem. - Wzruszyła ramionami Patrycja.
- Jak to nie wiesz!? - Krzyknął i rzucił jej wściekłe spojrzenie. - Chcesz mi powiedzieć, że nie wiesz?! Za kogo się uważasz?! Nie będziesz dłużej mnie oszukiwać, mam 15 lat, jestem dorosły! Nie traktuj mnie jak dziecko!
- Rozumiem, ale wiem niewiele. Usłyszałam trzask pomieszany z krzykiem.Nie umiem tego opisać.Jakby ktoś potrzaskał na raz tysiące szklanek.Przerażona wyszłam i zobaczyłam...mgłę. Nic nie było widać, nawet moje ręce była mało zauważalne. Zastanawiam się, co to było, gdyż nie wyglądało to 'normalnie'. Szłam ostrożnie, bojąc się, że zaraz ktoś mnie potrąci lub na coś wpadnę, bo nic nie widziałam. Nagle zaczął padać deszcz i ta 'mgła' przeszła. Co dziwne, przestało padać po dwóch minutach. I zauważyłam to... - Po policzku Patrycji spłynęły łzy. - Mała, pluszowa lalka. Nie miała ręki i nogi, a jej ubrania były zniszczone. Wyglądała niczym lalka z horroru. Przeraziłam się, więc wyrzuciłam ją. Wróciłam do domu i znów usłyszałam trzask. Wyszłam ponownie i upadłam na ziemię, płacząc. Szybko uciekłam i zaczęłam przeraźliwie krzyczeć. Pieszy pewnie się dziwili i myśleli o mnie jak o wariatce, ale pewnie tak samo by się zachowali, gdyby doznali tego co ja.
- Czekaj! Ale co to było? - Pytał zaciekawiony Tomek.
- Naprawdę chcesz tego słuchać? Ach, będę zmuszona... - Patrycja wstała i zasunęła krzesło. - Zobaczyłam twojego ojca Roberta martwego. Obok niego było wiele krwi. A na jego poszarpanej głowie ona - szmaciana lalka. - Kobieta wyszła, zostawiając przerażonego syna samego.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Julia szybko je otworzyła i zaprosiła gościa do domu. Ubrany był w czarną marynarkę, a na głowie miał szary kapelusz.
- Cześć, wujku. - Uśmiechnęła się przechodząca obok Patrycja. - Co cię tu sprowadza?
- Chciałem tylko zaprosić dzieci do mnie. - Odparł sucho.
- Nie ma mowy. Zaraz będzie obiad i musimy go zjeść.
- A później?
- Niech wuju przyjdzie kiedy chce, ale nie teraz. Może być za pięć czternasta? - Spytała.
- Zależy mi, żeby były i wcześniej. - Ściągnął kapelusz i położył go na stole.
- A co się tak wujowi śpieszy? - Jula zamknęła drzwi i usiadła przy stole.
- Juleczko, kochana! My z ciotką postanowiliśmy, że was zaprosimy na Halloween. Ciocia upiekła rozmaite ciasta i desery, tylko dla was.
- Interesująca propozycja, ale muszę iść z Tomkiem do Krystyny, mojej koleżanki.
- W takim razie, trudno. Do zobaczenia. - Wziął kapelusz i wyszedł z pomieszczenia.
- Jaka Krystyna? - Spytała Patrycja.
- Kłamałam, nie chcę mi się iść do wuja. - Uśmiechnęła się i pobiegła do pokoju Tomka. Zapukała trzy razy i weszła bez pozwolenia. Tomek nie zwrócił na nią uwagi, jak zawsze. Weszła na łóżku i położyła się obok Tomka.
- Pójdziemy dziś na Halloweenowy spacer? - Spytał Tomek.
- Co? Nie lubisz spacerów.
- Weź przestań. Czytam z ciebie jak z otwartej książki! Po twojej minie widać, że ci się nudzi. Na pewno chcesz coś robić, a ja próbuję być dobrym bratem. - Chłopak popatrzał na zdziwioną i równie szczęśliwą Julkę, ta szybko wybiegła z jego pokoju z okrzykiem "Czekam na ciebie!".
Mijali drzewa, domy, latarnie. Opowiadali, jak nigdy dotąd, o różnych rzeczach. Skręcili na polanę pełną kwiatów. Nikogo tu nie było, a przynajmniej tak się wydawało dzieciom. Julia była bardzo szczęśliwa, a Tomek jak zawsze, naburmuszony. Choć w głębi serca cieszył się tak samo jak jego siostra. Nagle z oddali udało im się ujrzeć starca w czarnym ubiorze. Jednak znikł im, jakby nagła mgła go zakryła. Tomek uznał to za wyobraźnię i wytłumaczył Julce, że jej się to tylko wydawało. Po paru minutach chłopak poczuł dotyk czyjeś ręki na plecach. Odwrócił się i nikogo nie zobaczył. "To mi się też wydawało", pomyślał.
- Chodźmy już. - Postanowił Tomek. Wstali i odwrócili się w stronę ulicy. Podskoczyli ze strachu, gdy zobaczyli postać przed nimi.
- Ktoś..Ktoś ty? - Spytał wystraszony Tomek. Julia najwyraźniej nie zdołała wydać z siebie żadnego odgłosu.
- Dano wam życie, byście z niego korzystali. Jednak każdy wie, że żyje się tylko dlatego, by umierać. - Odparł sucho mężczyzna w czarnej szacie. - Chodźcie za mną, jeżeli chcecie żyć.
- Cco?! Jak śmiesz!? - Krzyknął Tomek. Chwycił Julię za rękę i pociągnął ją, biegli. Szybko znaleźli się na ulicy. Odwrócili się, jednak nikogo nie zobaczyli.
- Boję się.- Odparła niepewnie Julia. Chłopak nie mógł nic odpowiedzieć, tylko ruszył w powrotną drogę, próbując zapomnieć to co się wydarzyło.
Byli na ulicy Domeno. Za niedługo będą w domu. Jednak poruszali się ostrożnie i bardzo wolno. Mijali wielu ludzi, więc było im raźniej i mniej się bali. Ale zza drzewa dostrzegli znowu tego mężczyznę. Wyszedł ze swojej kryjówki i stanął naprzeciw nich.
- Wybraliście ucieczkę, choć mówiłem, że jeśli chcecie żyć musicie iść za mną, prawda? - Te słowa, wypowiedziane przez niego, były bardzo niewyraźne i trudne to rozszyfrowania. Tomek chwycił pierwszego, lepszego pieszego i zwrócił się do niego:
- Znasz go? - I wskazał palcem na tego mężczyznę.
- A gdzie on jest? Nikogo nie widzę. - Odparł i poszedł w swoją stronę. Przerażony Tomek spojrzał w miejsce, gdzie wcześniej znajdował się mężczyzna. Ale teraz go już nie było. Wydawało mu się (a może i nie..), że słyszy przeraźliwy śmiech.
Szli jeszcze długo, bardzo długo. Wreszcie zauważyli swój dom w oddali. Ucieszona Julia nabrała na nowo sił, jednak to trwało krótko. Jej uwagę przykuło duże drzewo, znajdujące się przy ulicy. Dziwnym trafem nigdzie nie było ludzi, a drzewo, które zaciekawiło Julię, nigdy tutaj nie rosło! Ostrożny Tomek podszedł do Julii, która stała na przeciwko drzewa.
- Jest takie piękne.. A jego liście tak kolorowe! - Chwaliła dziewczynka. Odruchowo dotknęła drzewa i zemdlała!
- Julaaa! - Krzyknął Tomek i klęknął przy niej. - Powiedz, że żyjesz! Jula! Jula! Nigdy więcej nie spuszczę się z oczu, ale żyj! Żyj! (...)
Obudzili się w ciemnym pomieszczeniu, bez żadnych rzeczy, sami.
- Też musiałem zemdleć. Chyba zostaliśmy porwani. - Odparł Tomek do Julii.
- Co robimy?! - Przeraziła się.
- Nie wiem.. Spróbujemy znaleźć wyjście. - Wstali i zaczęli rozglądać się po całym pomieszczeniu. Kiedy okazało się, że nie da rady stąd uciec, ktoś (a może coś?) zaświecił światło. Tyle, że nie było tutaj lampy... Usłyszeli potężny głos:
- Czy to wy? Spotykamy się w Halloween, prawda? Jest 14:30, wiecie? Za pół godziny będzie TA godzina - Julka zaczęła gorzko płakać, choć nie wiedziała, co ma na myśli osoba, która to powiedziała, a Tomek otworzył szeroko oczy. On wiedział, że o 15:00 zmarł ich ojciec.
- Czego chcesz? - Spytał przerażony.
- Nic. A wiecie, że nad wami ciąży klątwa? Rozpoczął ją wasz ojciec. Siedem lat temu. Historia lubi się powtarzać..
- Co? Nie mów tak, nie! - Krzyczał bezradnie Tomek. Wtedy Julia wstała i otarła łzy.
- Patrz, Tomek! Jaka stara lalka, prawda? - Dziewczyna wzięła ową lalę i pokazała ją Tomkowi. Ten przypomniał sobie dzisiejszą rozmowę z Patrycją.
- Kim jesteś!? Wypuść nas! - Wrzeszczał. Jednak ten tajemniczy głos nie odpowiedział na zadane mu pytanie. Rodzeństwo było przestraszone.
Spróbowali pójść spać z myślą, że się obudzą z tego koszmaru, który jednak nim nie był. To działo się naprawdę.
- Jestem głodna, Tomku.. - Odparła Julia. Jednak chłopak nie mógł na to nic poradzić, więc tylko przytulił swoją siostrę w nadziei, że uśnie. Jednak to nie nastąpiło. Światło zgasło, a tajemniczy głos znów przemówił:
- To, czym oddychacie, to nie powietrze, tylko trucizna. Za parę minut znów stracicie przytomność, by ją potem odzyskać.
- Nie chcę umierać! - Płakała Julia. Chłopak próbował wszystkiego, żeby się uratować, ale na marne. Upadli na podłogę, zemdleli tak jak przepowiedziano.
Gdy wstali, mieli mnóstwo ran, które pojawiły się znikąd i zaczęły strasznie boleć. Strach jaki ich ogarnął był niesamowicie wielki. Bali się jeszcze bardziej.
- Kim jesteś? - Odparł Tomek przez łzy.
- Duchem.
Julia poczuła się tak, jakby umierała.
Zauważyli tego samego mężczyznę co wcześniej. Ten podał im szmacianą lalkę, którą wcześniej znalazła Julia. Tym razem lalka miała bardziej podrapaną twarz. Wtedy ów człowiek wyjął nóż i zaśmiał się szyderczo. Za nim pojawiły się inne zjawy i zaczęły znęcać się nad przerażonymi dziećmi, które krzyczały z całych sił, ale nikt ich nie usłyszał. Nikt.
Co się z nimi stało? Jak ich zabito? Tego nie wiadomo.
Wybiła 15:00 na zegarze, Patrycja usłyszała przeraźliwy krzyk. Wyjrzała i zobaczyła TO. Julia i Tomek leżeli na trawie, zmasakrowani, nieżywi... A na nich ona. Szmaciana lalka.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości
