Manhanama, Tyś mi światełkiem w tunelu i bodaj Ci plastik człekokształtny obrodził w okolicznych lumpach albowiem dzięki Tobie poczułam namiastkę tego kosmosu, który czują ludzie widząc (na żywca lub oczyma wyobraźni) te moje.Manhamana pisze:Dziewczyny, czym Wy się przejmujecierok temu poznałam Carolle, która wtedy miała ok 1700 lalek regionalnych a do końca roku dążyła do liczby 2000
![]()
![]()
![]()
Ja się wyleczyłam z "za dużo"tyle że ja mam miejsce do trzymania lalkowego towarzystwa
Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
- Medithanera
- Posty: 349
- Rejestracja: 29 mar 2013, 00:44
- Lokalizacja: Silent Hill
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
- nmin
- Posty: 441
- Rejestracja: 24 lis 2012, 23:18
- Lokalizacja: Watford (UK)
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Omatkoświntaijezuchryste 
Gdyby mój chłopak/przyszły-mąż posiadał 1700 lalek albo zbiór taki jak z podlinkowanego bloga, postawiłabym mu ultimatum - ja i normalnie umeblowany dom albo tyle lalek. Chyba, że zarobiłby własną pensją na dom tak wielki, że mógłby poświęcić lalkom kilka pokojów, wtedy niech sobie ma. Pasja pasją, ale nie powinno być tak, że ta pasja wyłazi z każdego kąta, bo w pewnym momencie zacznie też wyłazić uszami.
Mój były chłopak, dorosły jako i ja facet, miał słabość do Lego. Na początku to było fajne, nawet czasem budowałam coś z nim, ale potem wyczuł chyba tę moją akceptację i zaczął tego kupować coraz więcej, w efekcie w jego kawalerce Lego stało w KAŻDYM kącie. Może tylko nie w mikroskopijnej kuchni, bo tam nie było miejsca. Nie odzywałam się, bo tam nie mieszkałam, ale wiem, że gdybym miała kiedyś zamieszkać z nim w innym mieszkaniu, to by mi to przeszkadzało, i pewnie negocjowałabym coś w stylu "jeden regał na wyeksponowanie najładniejszych budowli". Pracuję w przedszkolu i naprawdę nie miałabym ochoty wracać do domu równie pełnego zabawek, jak moje miejsce pracy.
Szczerze? Dla mnie to, o czym chwilami piszecie, to już nie jest kolekcjonerstwo, to zwykłe zbieractwo, o którym w innym temacie wiele osób z tego forum nie chciało nawet słyszeć. Dlaczego kobieta w domu zawalonym lalkami z lumpa, wywożonymi od niej siłą ciężarówką jest be, a inna kobieta w domu zastawionym lalkami w pudełkach jest cacy? Naprawdę, bez urazy. Nie chcę wpychać się w niczyje sprawy, to Wasze kolekcje, ale zanim zaczęłam się interesować lalkami, "kolekcjonerzy" kojarzyli mi się ze świetną znajomością tematu, katalogami ze spisem posiadanych lalek czy szklanymi gablotami. Wy wspominacie tu o kartonach pełnych trupów czy kolejnej przytłaczającej Was setce lalek. Naprawdę, dla mnie to kosmos.
To nie jest tak, że potępiam kogoś, kto ma setki lalek, bo zazdroszczę, a sama mam sześć sztuk (wczoraj po długich wahaniach kupiłam pierwszą Monsterkę) i w środku nocy mogłabym je wymienić wybudzona z głębokiego snu. Sama nie wiem, po co Wam to piszę, jakoś tak mnie naszło, gdy zobaczyłam te zdjęcia na blogu. Autorka sama pisze, że niektóre egzemplarze częściej widuje na zdjęciach, niż u siebie w domu. Dla mnie to nie jest już do końca normalne
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że kiedyś miałam obsesję na punkcie puzzli minimum po 1000 elementów i kupowałam je nałogowo, nie do końca nawet myśląc, czy muszę je mieć, po czym układałam jeden raz. Do teraz mam w domu na szafie ogromny stos po sam sufit, bo nie mam z nim co zrobić. Więc to nie tak, że nie rozumiem nie do końca rozsądnych nałogów zakupowych
EDIT: Zupełnie zapomniałam dodać, że jeśli liczyć Mini Lalaloopsy, których mam cztery sztuki, to razem mam dziesięć lalek, a jeśli jeszcze dodać do tego jedną pierścionkową Petites Barbie, która robi za Barbie mojego maleństwa, to mam lalek jedenaście
Ale do tych miniaturek nie jestem przywiązana (połowę Lalaloopsy sprzedałam na Allegro, te mam tylko dlatego, że nikt ich nie kupił).
Gdyby mój chłopak/przyszły-mąż posiadał 1700 lalek albo zbiór taki jak z podlinkowanego bloga, postawiłabym mu ultimatum - ja i normalnie umeblowany dom albo tyle lalek. Chyba, że zarobiłby własną pensją na dom tak wielki, że mógłby poświęcić lalkom kilka pokojów, wtedy niech sobie ma. Pasja pasją, ale nie powinno być tak, że ta pasja wyłazi z każdego kąta, bo w pewnym momencie zacznie też wyłazić uszami.
Mój były chłopak, dorosły jako i ja facet, miał słabość do Lego. Na początku to było fajne, nawet czasem budowałam coś z nim, ale potem wyczuł chyba tę moją akceptację i zaczął tego kupować coraz więcej, w efekcie w jego kawalerce Lego stało w KAŻDYM kącie. Może tylko nie w mikroskopijnej kuchni, bo tam nie było miejsca. Nie odzywałam się, bo tam nie mieszkałam, ale wiem, że gdybym miała kiedyś zamieszkać z nim w innym mieszkaniu, to by mi to przeszkadzało, i pewnie negocjowałabym coś w stylu "jeden regał na wyeksponowanie najładniejszych budowli". Pracuję w przedszkolu i naprawdę nie miałabym ochoty wracać do domu równie pełnego zabawek, jak moje miejsce pracy.
Szczerze? Dla mnie to, o czym chwilami piszecie, to już nie jest kolekcjonerstwo, to zwykłe zbieractwo, o którym w innym temacie wiele osób z tego forum nie chciało nawet słyszeć. Dlaczego kobieta w domu zawalonym lalkami z lumpa, wywożonymi od niej siłą ciężarówką jest be, a inna kobieta w domu zastawionym lalkami w pudełkach jest cacy? Naprawdę, bez urazy. Nie chcę wpychać się w niczyje sprawy, to Wasze kolekcje, ale zanim zaczęłam się interesować lalkami, "kolekcjonerzy" kojarzyli mi się ze świetną znajomością tematu, katalogami ze spisem posiadanych lalek czy szklanymi gablotami. Wy wspominacie tu o kartonach pełnych trupów czy kolejnej przytłaczającej Was setce lalek. Naprawdę, dla mnie to kosmos.
To nie jest tak, że potępiam kogoś, kto ma setki lalek, bo zazdroszczę, a sama mam sześć sztuk (wczoraj po długich wahaniach kupiłam pierwszą Monsterkę) i w środku nocy mogłabym je wymienić wybudzona z głębokiego snu. Sama nie wiem, po co Wam to piszę, jakoś tak mnie naszło, gdy zobaczyłam te zdjęcia na blogu. Autorka sama pisze, że niektóre egzemplarze częściej widuje na zdjęciach, niż u siebie w domu. Dla mnie to nie jest już do końca normalne
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że kiedyś miałam obsesję na punkcie puzzli minimum po 1000 elementów i kupowałam je nałogowo, nie do końca nawet myśląc, czy muszę je mieć, po czym układałam jeden raz. Do teraz mam w domu na szafie ogromny stos po sam sufit, bo nie mam z nim co zrobić. Więc to nie tak, że nie rozumiem nie do końca rozsądnych nałogów zakupowych
EDIT: Zupełnie zapomniałam dodać, że jeśli liczyć Mini Lalaloopsy, których mam cztery sztuki, to razem mam dziesięć lalek, a jeśli jeszcze dodać do tego jedną pierścionkową Petites Barbie, która robi za Barbie mojego maleństwa, to mam lalek jedenaście
Dolls Around The Corner [Blog] [Facebook]
- Manhamana
- Posty: 1010
- Rejestracja: 03 sty 2012, 10:24
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Nimm a kto napisał że nia ma gablot/regałów? To raz, pudła z "trupami" u osoby, która naprawia lalki są koniecznością- nie posadzę przecież "padła" na półce z gotowymi lalkami! Przy okazji tworzę własne lalki. na które części też gdzieś muszę trzymać.
Lalki regionalne mają RÓŻNE rozmiary i zgromadzenie takiej ilości nie jest problemem- u mnie w szklanej gablocie rezyduje 300 sztuk - teoretycznie liczba ogromna, a w praktyce tego nie widać, bo lalki mierzą od 3cm do max 40 z czego najwięcej przypada na jakieś 10cm. A Carole prowadzi internetowy katalog swoich lalek, na pdst którego zidentyfikowałam 2/3 swoich łącznie z rokiem produkcji!
Wszystko zależy jak kolekcja jest ułożona a Olga ma znakomitą lokatę pieniędzy - lalki co prawda w pudłach, ale za to są w stanie praktycznie fabrycznym, patrząc na skaczące ceny NRFB takie działania mają sens
Sama mam kilka okazów, które siedzą w pudłach ze względów praktycznych-np porcelanowa Innoqui- lalka równie piękna co krucha. Obecnie praktycznie niedostępna.
A lalki z lumpa...... zwlekłam sierociniec do naprawy- są to lalki z lat 70tych, głównie niemieckiej produkcji , których świadomie bym nie sprowadzała- winylowy Shildkrot kosztuje od 50 euro w górę, w zależności od stanu lalki..... A takich perełek za 5PLN kupiłam kilka........
To samo tyczy się lalek Barbie, porcelanek, czy regionałek, których ze względu na eBayowe ceny bym nie kupiła- przykład najprostrzy lalka kaczyni - cena na podstawce 75$, cena w lumpie 2PLN - mina jak odkryłam co mam - bezcenna!
A temat dotyczył hurtowego zwlekania WSZYSTKIEGO jak leci. Bez względu na jakiekolwiek wartości kolekcjonerskie.
Bo na dobrą sprawę wystarczy przewertować eBay, żeby poznać ceny, za jakie można sprzedać znaleziska.
A i wiem co mam na półkach- od roku kataloguję lalki
Lalki regionalne mają RÓŻNE rozmiary i zgromadzenie takiej ilości nie jest problemem- u mnie w szklanej gablocie rezyduje 300 sztuk - teoretycznie liczba ogromna, a w praktyce tego nie widać, bo lalki mierzą od 3cm do max 40 z czego najwięcej przypada na jakieś 10cm. A Carole prowadzi internetowy katalog swoich lalek, na pdst którego zidentyfikowałam 2/3 swoich łącznie z rokiem produkcji!
Wszystko zależy jak kolekcja jest ułożona a Olga ma znakomitą lokatę pieniędzy - lalki co prawda w pudłach, ale za to są w stanie praktycznie fabrycznym, patrząc na skaczące ceny NRFB takie działania mają sens
Sama mam kilka okazów, które siedzą w pudłach ze względów praktycznych-np porcelanowa Innoqui- lalka równie piękna co krucha. Obecnie praktycznie niedostępna.
A lalki z lumpa...... zwlekłam sierociniec do naprawy- są to lalki z lat 70tych, głównie niemieckiej produkcji , których świadomie bym nie sprowadzała- winylowy Shildkrot kosztuje od 50 euro w górę, w zależności od stanu lalki..... A takich perełek za 5PLN kupiłam kilka........
To samo tyczy się lalek Barbie, porcelanek, czy regionałek, których ze względu na eBayowe ceny bym nie kupiła- przykład najprostrzy lalka kaczyni - cena na podstawce 75$, cena w lumpie 2PLN - mina jak odkryłam co mam - bezcenna!
A temat dotyczył hurtowego zwlekania WSZYSTKIEGO jak leci. Bez względu na jakiekolwiek wartości kolekcjonerskie.
Bo na dobrą sprawę wystarczy przewertować eBay, żeby poznać ceny, za jakie można sprzedać znaleziska.
A i wiem co mam na półkach- od roku kataloguję lalki
- Urshula
- Posty: 684
- Rejestracja: 27 gru 2011, 22:45
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Dziewczyny/chłopaki! no ja chylę czołaj,jak czytam ile u Was stoi/leży lalek!!! dajcie mi policzyc i moje 
6 Pullip
3 Dal
1 Basaak
1 BJD
2 Monsterki
2 Barbiowate
3 Livki
czyli razem 18 sztuk
moja kolekcja nigdy nie była tak liczna
zwykle było max 15 lal 
6 Pullip
3 Dal
1 Basaak
1 BJD
2 Monsterki
2 Barbiowate
3 Livki
czyli razem 18 sztuk
- nmin
- Posty: 441
- Rejestracja: 24 lis 2012, 23:18
- Lokalizacja: Watford (UK)
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Manhamana, u Ciebie pudła to oczywista sprawa, wiadomo że nie posadzisz na półce lalki z zapleśniałą twarzą i mopem na głowie, ale potem robisz z tego cuda 
Odnoszę się raczej do choćby tej babki z bloga - ok, kataloguje, ale sama napisała, że żyje w magazynie, wcale nie widuje swoich zakopanych gdzieś lalek, a bieliźniarkę zamieniła w miejsce dla kolejnych pudełek. Ja nie mogłabym tak żyć i mam prawo o tym napisać
Co innego, gdybym miała to gdzie magazynować, wtedy eksponowałabym najładniejsze okazy w mieszkalnej części domu, a resztę wrzucała do osobnego pokoju, garażu czy czegokolwiek. Tutaj też niektóre osoby napisały, że powoli zaczyna się w ich kolekcji robić za dużo. Nie hejtuję ogólnie każdego, kto ma setki lalek, bo i dlaczego? Chodzi tylko o to, by się w tym nie zagubić, bo co to za szczęście przy kupowaniu kolejnego okazu, gdy gdzieś w tyle głowy pojawia się męcząca myśl "i gdzie ja to teraz postawię?" 
Odnoszę się raczej do choćby tej babki z bloga - ok, kataloguje, ale sama napisała, że żyje w magazynie, wcale nie widuje swoich zakopanych gdzieś lalek, a bieliźniarkę zamieniła w miejsce dla kolejnych pudełek. Ja nie mogłabym tak żyć i mam prawo o tym napisać
Dolls Around The Corner [Blog] [Facebook]
- Manhamana
- Posty: 1010
- Rejestracja: 03 sty 2012, 10:24
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Wiesz mi się wydaje że Olga doskonale wie czego i ile ma- to jest kolecjonerstwo naprawdę wysokiego poziomu-tyle że z brakiem miejsca- tak wyglądają zagraniczne kolekcje- jeżeli ktoś ma gdzie to wszystko postawić to te kartony z lalkami wyglądają jak sklep z zabawkami. Pewnie gdybym traktowała lalki jako lokatę pieniędzy, która z czasem zyskuje na wartości to lalki mieszkałyby zapudłowane we własnych pudełkach i dodatkowo w kartonach żeby się nie zakurzyły i nie zniszczyły. Ale mnie cieszą lalkowe paszcze na półkach- choć już kilka egzemparzy NRFB mieszka w kartonowym pudle "na zaś"
A ratowanie padła to niezła zabawa- i tak za małe pieniądze i sporo pracy mam kilka "perełek" trafionych zupełnym przypadkiem.
Z drugiej strony jak się coś zbiera i ma określony cel-np ja dawno temu zachciałam mieć lalki z wszystkich dostępnych liczących się firm produkujących lalki do lat 70tych- 80tych, a wśród regionalnych po lalce z każdego kraju- to nie ma siły, żeby nie mieć sporej ilości.
Chyba że seria krótka
A ratowanie padła to niezła zabawa- i tak za małe pieniądze i sporo pracy mam kilka "perełek" trafionych zupełnym przypadkiem.
Z drugiej strony jak się coś zbiera i ma określony cel-np ja dawno temu zachciałam mieć lalki z wszystkich dostępnych liczących się firm produkujących lalki do lat 70tych- 80tych, a wśród regionalnych po lalce z każdego kraju- to nie ma siły, żeby nie mieć sporej ilości.
Chyba że seria krótka
- Fleur
- Posty: 322
- Rejestracja: 29 gru 2011, 23:07
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Oczywiście że masz prawo – ale ta “babka z bloga" właśnie dlatego tę przestrogę napisała. Jest duża różnica między zbieractwem po to aby było i kolekcjonowaniem celowym. Ola nie kolekcjonuje tylko po to aby mieć – ona zbiera różne moldy, kompletuje serie, gromadzi wiedzę o lalkach i za to jest bardzo dobrze znana i ceniona wśród kolekcjonerów. A to że kolekcja przerosła zwykłe polskie mieszkanie to zupełnie inna sprawa. Moja kolekcja też przerosła moje możliwości mieszkaniowe, ale chcę mieć wszystko dla Fleur i będę miała.nmin pisze:Odnoszę się raczej do choćby tej babki z bloga - ok, kataloguje, ale sama napisała, że żyje w magazynie, wcale nie widuje swoich zakopanych gdzieś lalek, a bieliźniarkę zamieniła w miejsce dla kolejnych pudełek. Ja nie mogłabym tak żyć i mam prawo o tym napisać![]()
- jewelsnake
- Posty: 1554
- Rejestracja: 29 gru 2011, 20:43
- Lokalizacja: dark side of the sun
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Dobrze, ze się rozstaliście, może facet spotka kobietę która będzie go akceptowała (ale tak naprawdę) z jego hobbynmin pisze:Omatkoświntaijezuchryste
Gdyby mój chłopak/przyszły-mąż posiadał 1700 lalek albo zbiór taki jak z podlinkowanego bloga, postawiłabym mu ultimatum - ja i normalnie umeblowany dom albo tyle lalek. Chyba, że zarobiłby własną pensją na dom tak wielki, że mógłby poświęcić lalkom kilka pokojów, wtedy niech sobie ma. Pasja pasją, ale nie powinno być tak, że ta pasja wyłazi z każdego kąta, bo w pewnym momencie zacznie też wyłazić uszami.
Mój były chłopak, dorosły jako i ja facet, miał słabość do Lego. Na początku to było fajne, nawet czasem budowałam coś z nim, ale potem wyczuł chyba tę moją akceptację i zaczął tego kupować coraz więcej, w efekcie w jego kawalerce Lego stało w KAŻDYM kącie. Może tylko nie w mikroskopijnej kuchni, bo tam nie było miejsca. Nie odzywałam się, bo tam nie mieszkałam, ale wiem, że gdybym miała kiedyś zamieszkać z nim w innym mieszkaniu, to by mi to przeszkadzało, i pewnie negocjowałabym coś w stylu "jeden regał na wyeksponowanie najładniejszych budowli". Pracuję w przedszkolu i naprawdę nie miałabym ochoty wracać do domu równie pełnego zabawek, jak moje miejsce pracy.
Jestem kolekcjonerką albo , jeśli wolisz, zbieraczką (nie mam ani jednej gabloty, i nie zamierzam mieć, a lalki mam pochowane w pudłach, wyeksponowanych siedzi może ze 30-50 lalek, każdy wolny fragment mieszkania jest zajęty przez dioramy lub siedzące lalki) dla siebie, i nie zagłębiałam sie w to jak się innym ludziom wyobraża kolekcjonowanie lalek. Wiem jakie mam lalki,jaka jest nazwa typu, firma, data wydania , nie orientuje się tylko w tych które trafiły do mnie w zestawach. Przykro mi, ze nie podobałby Ci się mój sposób kolekcjonowania, ale chyba przeżyję.nmin pisze:Szczerze? Dla mnie to, o czym chwilami piszecie, to już nie jest kolekcjonerstwo, to zwykłe zbieractwo, o którym w innym temacie wiele osób z tego forum nie chciało nawet słyszeć. Dlaczego kobieta w domu zawalonym lalkami z lumpa, wywożonymi od niej siłą ciężarówką jest be, a inna kobieta w domu zastawionym lalkami w pudełkach jest cacy? Naprawdę, bez urazy. Nie chcę wpychać się w niczyje sprawy, to Wasze kolekcje, ale zanim zaczęłam się interesować lalkami, "kolekcjonerzy" kojarzyli mi się ze świetną znajomością tematu, katalogami ze spisem posiadanych lalek czy szklanymi gablotami. Wy wspominacie tu o kartonach pełnych trupów czy kolejnej przytłaczającej Was setce lalek. Naprawdę, dla mnie to kosmos.
"It's not that I can't find worth in anything
It's just that I can't find worth in enough"
Manic Street Preachers
It's just that I can't find worth in enough"
Manic Street Preachers
- privace
- Posty: 2499
- Rejestracja: 27 gru 2011, 12:23
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Ja Was wszystkich bardzo ładnie proszę:
Padło pytanie ile kto ma, więc zamiast kogoś oceniać, krytykować, dyskutować co lepiej- odpowiadamy grzecznie "mam tyle i tyle".
Zdanie proszę wyrażać o swojej kolekcji, nie o cudzych upodobaniach.
Padło pytanie ile kto ma, więc zamiast kogoś oceniać, krytykować, dyskutować co lepiej- odpowiadamy grzecznie "mam tyle i tyle".
Zdanie proszę wyrażać o swojej kolekcji, nie o cudzych upodobaniach.
- Aida
- Posty: 221
- Rejestracja: 07 lip 2012, 11:54
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Moim zdaniem każdy kolekcjonuje według własnych reguł i nie rozumiem po co to krytykować.... Ludzie przywykli do tego że wszystko krytykują i negują dlatego rzadko widzi się na ulicy uśmiechniętych ludzi... Szkoda, życie takie krótkie a my nie potrafimy się tolerować i cieszyć z czyjegoś hobby bo oczywiście wszystko powinno być tak jak sobie to my poukładamy w głowie. Życie z hobby jest ciekawsze i o wiele bardziej urozmaicone, ja mam wiele przedmiotów w domu. Mąż kolekcjonuje monety, banknoty i mapy świata ja lubię lalki i antyki. Oczywiście nie wchodzi się do mnie do domu i nie potyka o jakieś elementy, które kolekcjonujemy, większość jest pochowana w pudłach i ma cieszyć tylko nas. Nie rozumiem negatywnego podejścia do kolekcjonowania czy jak ktoś to nazwał zbieractwa..., przecież to rzecz która ma dać radość właścicielowi, jest jego pasją, bez względu na to czy jest pochowana w pudle czy w gablotach. Nie szkodzi innym to po co krytykować.
- nmin
- Posty: 441
- Rejestracja: 24 lis 2012, 23:18
- Lokalizacja: Watford (UK)
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Błagam, trochę luzu. Nie krytykuję nikogo, kto ma wielkie zbiory, co podkreśliłam ze dwa razy. Nie mówię, jak inni mają żyć, nie pouczam i nikogo nie obrażam. Piszę, że JA tego nie ogarniam i JA nie mogłabym tak mieszkać, ale nie oznacza to od razu, że macie swoje lalki polać benzyną i spalić. Wy macie prawo do swoich zbiorów, ja mam prawo do powiedzenia, że nie mogłabym żyć w domu zastawionym lalkami. Jeśli odnoszę się do blogerki Olgi, nazwanej przeze mnie bez okruszka złej woli "tą babką z bloga", to dlatego, że przeczytałam tylko ten jeden wpis, i jeśli jest tak, jak piszecie, czyli że kataloguje to co ma i jest cenioną kolekcjonerką, to zwracam honor, co jednak nie zmienia faktu, że sama na swoją brak przestrzeni narzekała.
Rozpisałam się w odniesieniu do podanego linka, bo temat nie polegał tylko na podaniu liczby, każdy pisze tu po kilka akapitów. Więcej się rozpisywać nie będę i już teraz żałuję, że w ogóle się odezwałam.
Rozpisałam się w odniesieniu do podanego linka, bo temat nie polegał tylko na podaniu liczby, każdy pisze tu po kilka akapitów. Więcej się rozpisywać nie będę i już teraz żałuję, że w ogóle się odezwałam.
Dolls Around The Corner [Blog] [Facebook]
- Medithanera
- Posty: 349
- Rejestracja: 29 mar 2013, 00:44
- Lokalizacja: Silent Hill
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Ja coś z ciekawości policzyłam coś na podstawie jednego lalkowego pudełka: 30cmx8x20 i mojego regału.
Wymiary wewnętrzne półki w regale: 30x30x140.
Półek w regale jest siedem, wszystkie takie same.
Na jednej półce zmieściłoby się 16 pudełek (bez ścisku).
W całym regale można by ułożyć w ten sposób 112 lalek (bokiem do przodu).
Wysokość regału: 230 (między sufitem a regałem mam pudełka z czapkami i szalikami - ale teoretycznie można by tam ułożyć jeszcze 16 sztuk.
Mając do dyspozycji pokój o wymiarach 4x6 metrów, odliczywszy 1,20 na drzwi i 1,50 na okno z parapetem można by tam wstawić 12 takich regałów.
Układając zapudełkowane lalki na regałach można by na nich zmieścić 1344 lalki.
Układając też nad regałami i trzasnąwszy sobie jeszcze trzy półki pod okno: 1590 lalek.
Wiadomo, że rozmiary pudełek są różne i że to niekoniecznie musiałoby się tak udać. Ale czysto teoretycznie: ponad półtora tysiąca lalek w jednym pomieszczeniu, do każdej z nich łatwy dostęp. Osiemnaście metrów wolnej przestrzeni na środku pomieszczenia.
Ha! A gdyby z przodu poustawiać jeszcze lalki en face to dałoby się ponad dwa tysiące w jednym pomieszczeniu. Drabinka albo stołeczek i każda z nich dostępna na dwa ruchy. Wyglądałoby trochę jak w sklepie, i wymagało całkowitego podporządkowania pomieszczenia kolekcji (a więc pochłonęło też trochę czasu i środków), ale nie byłoby żadnego chaosu.
Gdyby lalki stały na stojaczkach to zmieściłoby się ich jeszcze więcej - nadal w porządku. A że nie wszystkie byłyby widoczne to tylko lepiej dla nich, rotacja półkowa co jakiś czas i materiały by nie blakły.
Żeby nie było - NRFB nie moja bajka. Z ciekawości spróbowałam sobie to zwizualizować. Efekt niebezpieczny...
Zbieranie rupieci nie zawsze jest syllogomanią. A jeśli jest, to 80% ludzi na nią cierpi trzymając w mieszkaniach, domach, strychach i piwnicach tysiące niepotrzebnych gratów bo "a może kiedyś", ale że w tych zbieraninach nie ma żadnego ładu, składu ani myśli przewodniej, no i nie zajmują przestrzeni życiowej (co też nie jest prawdą bo gdyby opróżnili piwnice z tych wcale nie używanych przedmiotów to mogliby tam przenieść te rzadziej używane i mieć więcej miejsca w pokojach otaczając się tylko codziennymi).
Gdyby tak się przyjrzeć, to u każdego prędzej czy później udałoby się dostrzec jakieś dziwactwo. Nie u każdego byłoby to samo, ale na każdego coś by się znalazło - ono z kolei jednemu wydawałoby się czymś zupełnie normalnym, innemu rzeczą do zaakceptowania a dla jeszcze innego byłoby końcem świata.
Piękno tkwi w różnicach, i w tym, że dla każdego co innego jest piękne, a nawet jeśli to samo, to często z różnych powodów.
Nie atakujcie siebie - to bez sensu. Jak już, to atakujcie mnie - to ja ponoszę odpowiedzialność, bo ja to zaczęłam...
Wymiary wewnętrzne półki w regale: 30x30x140.
Półek w regale jest siedem, wszystkie takie same.
Na jednej półce zmieściłoby się 16 pudełek (bez ścisku).
W całym regale można by ułożyć w ten sposób 112 lalek (bokiem do przodu).
Wysokość regału: 230 (między sufitem a regałem mam pudełka z czapkami i szalikami - ale teoretycznie można by tam ułożyć jeszcze 16 sztuk.
Mając do dyspozycji pokój o wymiarach 4x6 metrów, odliczywszy 1,20 na drzwi i 1,50 na okno z parapetem można by tam wstawić 12 takich regałów.
Układając zapudełkowane lalki na regałach można by na nich zmieścić 1344 lalki.
Układając też nad regałami i trzasnąwszy sobie jeszcze trzy półki pod okno: 1590 lalek.
Wiadomo, że rozmiary pudełek są różne i że to niekoniecznie musiałoby się tak udać. Ale czysto teoretycznie: ponad półtora tysiąca lalek w jednym pomieszczeniu, do każdej z nich łatwy dostęp. Osiemnaście metrów wolnej przestrzeni na środku pomieszczenia.
Ha! A gdyby z przodu poustawiać jeszcze lalki en face to dałoby się ponad dwa tysiące w jednym pomieszczeniu. Drabinka albo stołeczek i każda z nich dostępna na dwa ruchy. Wyglądałoby trochę jak w sklepie, i wymagało całkowitego podporządkowania pomieszczenia kolekcji (a więc pochłonęło też trochę czasu i środków), ale nie byłoby żadnego chaosu.
Gdyby lalki stały na stojaczkach to zmieściłoby się ich jeszcze więcej - nadal w porządku. A że nie wszystkie byłyby widoczne to tylko lepiej dla nich, rotacja półkowa co jakiś czas i materiały by nie blakły.
Żeby nie było - NRFB nie moja bajka. Z ciekawości spróbowałam sobie to zwizualizować. Efekt niebezpieczny...
Zbieranie rupieci nie zawsze jest syllogomanią. A jeśli jest, to 80% ludzi na nią cierpi trzymając w mieszkaniach, domach, strychach i piwnicach tysiące niepotrzebnych gratów bo "a może kiedyś", ale że w tych zbieraninach nie ma żadnego ładu, składu ani myśli przewodniej, no i nie zajmują przestrzeni życiowej (co też nie jest prawdą bo gdyby opróżnili piwnice z tych wcale nie używanych przedmiotów to mogliby tam przenieść te rzadziej używane i mieć więcej miejsca w pokojach otaczając się tylko codziennymi).
Gdyby tak się przyjrzeć, to u każdego prędzej czy później udałoby się dostrzec jakieś dziwactwo. Nie u każdego byłoby to samo, ale na każdego coś by się znalazło - ono z kolei jednemu wydawałoby się czymś zupełnie normalnym, innemu rzeczą do zaakceptowania a dla jeszcze innego byłoby końcem świata.
Piękno tkwi w różnicach, i w tym, że dla każdego co innego jest piękne, a nawet jeśli to samo, to często z różnych powodów.
Nie atakujcie siebie - to bez sensu. Jak już, to atakujcie mnie - to ja ponoszę odpowiedzialność, bo ja to zaczęłam...
- Szklanooka
- Posty: 1282
- Rejestracja: 02 paź 2012, 19:43
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Nie rozumiem jak możecie odbierać za krytykę/atak to co napisała nmin
Wyobraźcie sobie, że są ludzie, który nie mają żyłki kolekcjonera, nie czują tego i dla nich posiadanie ogromnej ilości jakiś przedmiotów nie służących do używania w życiu codziennym - jest abstrakcją. Ja zdaję sobie sprawę, że to nie jest tak jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Każda kolejna lalka ma za sobą jakąś historię i cały ten rytuał z polowaniem i zdobywaniem kolejnego okazu, poszerzanie wiedzy, budowanie kolekcji kawałek po kawałku... ale są osoby, które tego nie ogarniają. Po prostu. Peace 
Chciałabym kiedyś zobaczyć czyjąś kolekcję lalek na żywo, bo na zdjęciach to nie to samo. Gdzieś widziałam video na którym Robert Tonner pokazywał swoje prywatne zbiory, ale nie mogę tego znaleźć.

Chciałabym kiedyś zobaczyć czyjąś kolekcję lalek na żywo, bo na zdjęciach to nie to samo. Gdzieś widziałam video na którym Robert Tonner pokazywał swoje prywatne zbiory, ale nie mogę tego znaleźć.
- Lukrecja
- Posty: 593
- Rejestracja: 06 mar 2013, 11:24
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Ach, marzy mi się taki lalkowy pokój dla moich piękności
Tym bardziej, że ja właśnie uwielbiam NRBF, co nie znaczy, że nie mam też monsterek "do zabawy".
Każdy chyba rozwiązuje kwestie przechowywania swoich zbiorów wedle własnego uznania i możliwości lokalowych. Ja na przykład, trzymam lalki w ich oryginalnych opakowaniach, takie jakimi je producent stworzył - co faktycznie zabiera więcej miejsca niż lalki luzem.
Nie przeszkadza mi to jednak w ich ekspozycji
Pragnę oglądać je codziennie, więc część dziewczynek jest w salonie. Stoją sobie w 4 rzędach na regaliku z książkami (książki w środku, lale nad nimi) i zajmują mi pół ściany (wiem, że wygląda to trochę jak sklep z zabawkami, ale mi się podoba). Druga część rezyduje w sypialni, w dwóch szklanych gablotkach, bo są to lale niepalące
(czyli limitowane i/lub aktualnie droższe serie). Tak, tak trzymam NRBF w gablotkach i całkiem fajnie to wygląda, jak dla mnie oczywiście
Lalki luzem siedzą sobie lub stoją na półce razem z książkami ale takich mam tylko 10 szt.
Piszę o tym, bo wydaje mi się, że niejasno się wyraziłam w poprzednim poście. Gdy pisałam, że więżę swojej lalki w pudełkach miałam na myśli NRBF. Jednak zanim wymyśliłam jak je wyeksponować, to były po części w kartonach, a po części w mojej szafie z ubraniami pochowane
Nie czuję się jeszcze przytłoczona ich ilością, po prostu chcę, żeby wyglądało to wszystko w miarę ładnie i ozdabiało mieszkanie (pisząc, że kończy mi się miejsce miałam na myśli miejsce wstępnie przeznaczone na moje zbiory).
Pomimo posiadania ponad stu lalek, mogę wymienić je wszystkie z imienia, serii i daty wydania, również wyrwana ze snu o północy i myślę, że sporo osób na tym forum (mających o wiele większe zbiory ode mnie) jest w stanie zrobić to samo
Chorobliwe zbieractwo chyba mi nie grozi, chociażby z tego powodu, że lubię tylko wybrane serie Monsterek oraz pojedyncze Barbie, które "muszą" być nowe, kolekcjonerskie i/lub limitowane i co gorsza najbardziej pragnę tych, które są drogie. Nie stać mnie zwyczajnie na takie wariactwo (w sensie chorobliwe zbieractwo...lalek
). No chyba, że wygram w lotto...och wtedy bym zaszalała
Zawsze mi się wydawało, że syllogomania to zbieranie wszystkiego jak leci, nawet śmieci i absolutna niemożność wyrzucenia, oddania, czy sprzedania ani jednego przedmiotu z tych "zbiorów", nawet jeżeli jest to tylko skórka od banana. (Widziałam takie przypadki w TV)
Uważam, że kolekcjonowanie to jest forma zbieractwa - gromadzenia konkretnych przedmiotów (lalek, znaczków, kapsli) i nie widzę w tym określeniu nic złego. Filatelista też zbiera znaczki (więc jest zbieraczem) i dąży do powiększania swoich zbiorów o serie, których nie posiada, a nikt nie obawia się, że zapadnie na zbieractwo chorobliwe
A, tak mi się zebrało na przemyślenia...po przeczytaniu postów powyżej.
Każdy chyba rozwiązuje kwestie przechowywania swoich zbiorów wedle własnego uznania i możliwości lokalowych. Ja na przykład, trzymam lalki w ich oryginalnych opakowaniach, takie jakimi je producent stworzył - co faktycznie zabiera więcej miejsca niż lalki luzem.
Nie przeszkadza mi to jednak w ich ekspozycji
Piszę o tym, bo wydaje mi się, że niejasno się wyraziłam w poprzednim poście. Gdy pisałam, że więżę swojej lalki w pudełkach miałam na myśli NRBF. Jednak zanim wymyśliłam jak je wyeksponować, to były po części w kartonach, a po części w mojej szafie z ubraniami pochowane
Nie czuję się jeszcze przytłoczona ich ilością, po prostu chcę, żeby wyglądało to wszystko w miarę ładnie i ozdabiało mieszkanie (pisząc, że kończy mi się miejsce miałam na myśli miejsce wstępnie przeznaczone na moje zbiory).
Pomimo posiadania ponad stu lalek, mogę wymienić je wszystkie z imienia, serii i daty wydania, również wyrwana ze snu o północy i myślę, że sporo osób na tym forum (mających o wiele większe zbiory ode mnie) jest w stanie zrobić to samo
Chorobliwe zbieractwo chyba mi nie grozi, chociażby z tego powodu, że lubię tylko wybrane serie Monsterek oraz pojedyncze Barbie, które "muszą" być nowe, kolekcjonerskie i/lub limitowane i co gorsza najbardziej pragnę tych, które są drogie. Nie stać mnie zwyczajnie na takie wariactwo (w sensie chorobliwe zbieractwo...lalek
Zawsze mi się wydawało, że syllogomania to zbieranie wszystkiego jak leci, nawet śmieci i absolutna niemożność wyrzucenia, oddania, czy sprzedania ani jednego przedmiotu z tych "zbiorów", nawet jeżeli jest to tylko skórka od banana. (Widziałam takie przypadki w TV)
Uważam, że kolekcjonowanie to jest forma zbieractwa - gromadzenia konkretnych przedmiotów (lalek, znaczków, kapsli) i nie widzę w tym określeniu nic złego. Filatelista też zbiera znaczki (więc jest zbieraczem) i dąży do powiększania swoich zbiorów o serie, których nie posiada, a nikt nie obawia się, że zapadnie na zbieractwo chorobliwe
A, tak mi się zebrało na przemyślenia...po przeczytaniu postów powyżej.
- Porcelina
- Posty: 116
- Rejestracja: 03 sty 2012, 23:29
- Kontakt:
Re: Nieprzyzwoite pytanie: ile macie lalek?
Przejrzałam sobie dziś spis moich lalek i wychodzi na to że mam 30 porcelanek, do tego jeden egzemplarz w formie puzzli który już czeka pół roku na złożenie, i jedna latająca głowa... przegrałam aukcję z ciałem tej lalki i teraz zachodzę w głowę jak ja je zastąpię
.
W porównaniu ze zbiorami porcelany innych znajomych to moja kolekcja to zaledwie miniatura. Jednak zawsze zależało mi na tym żeby lalki mnie nie zalały i przytłoczyły bo byłby to dla mnie osobiście koszmar. Myślę że gdybym miała osobne pomieszczenie przeznaczone dla lalek to chętnie bym powiększyła kolekcję. A w obecnej sytuacji wolę żeby było ich mniej, za to wyselekcjonowanych i dobrze wyeksponowanych. Tym jest też dla mnie istota kolekcjonerstwa- ciągłą selekcją i wyborem, by zebrać te najbardziej wyjątkowe egzemplarze.
W porównaniu ze zbiorami porcelany innych znajomych to moja kolekcja to zaledwie miniatura. Jednak zawsze zależało mi na tym żeby lalki mnie nie zalały i przytłoczyły bo byłby to dla mnie osobiście koszmar. Myślę że gdybym miała osobne pomieszczenie przeznaczone dla lalek to chętnie bym powiększyła kolekcję. A w obecnej sytuacji wolę żeby było ich mniej, za to wyselekcjonowanych i dobrze wyeksponowanych. Tym jest też dla mnie istota kolekcjonerstwa- ciągłą selekcją i wyborem, by zebrać te najbardziej wyjątkowe egzemplarze.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość
