Podrukowałam, dwa dni spędziłam tnąc i tępiąc kolejne ostrza od nożyka do papieru, wyklejając.. Jest to dość czasochłonne zajęcie, precyzyjne, wymaga cierpliwości, po sklejeniu trzeba koniecznie książeczki docisnąć czymś, i zostawić na parę godzin, inaczej okładki będą odstawać i wyginać się, ale efekt chwyta za serce, jak trzymam na dłoni taką wysypaną garstkę malusich książeczek, to aż się rozczulam, no słodkie są...
te pierwsze, poniżej, to same kucharskie, bo w mebelkach do kuchni, które czekają na kieeedyś, kieeeedyś, na domek - mam też w regale szafkę z szybkami, akurat na ksiażeczki z przepisami..




Niektóre pozycje są tak przeze mnie uwielbiane, że zrobiłam nawet po kilka różnych wydań tej samej książki
Alicję z krainy czarów
"W drodze" Jacka Kerouaca
"Wspomnienia gejszy"
"Koralinę" Neila Gainmana
"Czarnoksiężnika z krainy Oz"
"Hobbita" Tolkiena
"Włóczęgów Dharmy" też Kerouaca
"Charliego i fabrykę czekolady"
oraz kilka różnych książek Edgara Allana Poe
w pojedynczych egzemplarzach są u nas jeszcze takie książeczki:
Władca pierścieni
Joga
Diabeł ubiera się u Prady
Mały książę
Amelia
Sto lat samotności - Marqueza
Skafander i motyl
Lolita - Nabokova
Król Artur i opowieści okrągłego stołu
Mała księżniczka
Opowieści z Narni
horrory Stevena Kinga
oraz kilka mniej znanych, ale zrobiłam je, bo miały ciekawe okładki


łącznie wyszło ich około 80

a tu specjalnie dla Lue, porównanie rozmiarów z jednogroszówką



