Największa, lalkowa kupa nieszczęścia jaką widziałam. Dostałam wczoraj prezent. I pierwsza moja myśl była taka, żeby prezent znalazł się w śmietniku. Bezkształtna, brudna kupka śmiecia. Byłam zła na ofiarodawczynię. Obejrzałam jednak laleczkę dokładnie. Główka winylowa sygnowana 45-35, żółwik, modell Heidi Ott. Korpus, rączki i nóżki z tkaniny brązowej. Korpus jakby w nim brakowało połowy tego czym powinien być wypchany. Ubranko, brązowy wełniany dres, bardzo nieprzyjemny w dotyku, ale z metką. Postanowiłam dać laleczce szansę. Rozebrałam ją z tego okropnego dresu, umyłam buzię i włosy, w pasie zastosowałam szeroką gumę. Spryskałam dezodorantem. Dostał białą koszulkę, jeansy i trampki. Oto PAWEŁEK. Naprawdę ładny chłopaczek z niego. I fotogeniczny.

Podzielcie się swoimi doświadczeniami.




