Ok, mały rant mi się nasuwa, ale ograniczę się tylko do tego, żeby napisać, że uderzyło mnie z lekka przy Amelii Earhart (kiedy rozczarowałem się zdj. finalnego produktu), że od dość długiego czasu nie kupowałem lalek Mattel z bieżącej linii stricte kolekcjonerskiej. Serio, ostatnio chyba dawno temu The Look, ale nie chcę kłamać, po prostu nie pamiętam. Za to pamiętam dobrze, jak niedawno kupowałem nowe Fashionistki i tancerkę curvy MtM. Wkurza mnie to niepomiernie, że linia kolekcjonerska jest traktowana po macoszemu, a cała kreatywna para idzie w gwizdek playline.
Denerwuje mnie to, że pomimo swojej spadającej sprzedaży lalek, Mattel cały czas upiera się na tworzeniu pierdyliarda fashionistek, które w gruncie rzeczy są takie same, fajne, urocze, ale ile 1 dziecko może mieć tych lalek? 50? Serio? Podczas gdy sekcja dla dorosłych kolekcjonerów stoi odłogiem.
A IT nie śpi, ostatnio tworzą jedną bardziej udaną kolekcję od poprzedniej i wygląda na to, że wcale nie zamierzają spowolnić czy osiąść na laurach. Widzą, że nie mają konkurencji wśród 12" fashion dolls. I wkurza mnie to też dlatego, że przecież IT nie jest organizacją charytatywną, muszą się utrzymywać i zarabiać. I przypuszczam, że nieźle na tym wychodzą, jeżeli kolekcje są tak dobre.
A Mattel nie widzi, że traci część rynku przez skierowanie uwagi wyłącznie na sektor playline. To takie krótkowzroczne i bezsensowne.
Tyle, dziękuję za uwagę
