Ja miałam tak raz. Trwało to około miesiąca, a zaczęło się po tym, jak kolejny raz wydałam wszystką wolną kasę na lalki i już na początku miesiąca zostałam bez żadnych pieniędzy. Stwierdziłam, że to hobby mnie rujnuje i że albo się ogarnę, albo żadnej radości z tego nie będę miała. Ostatnie zakupy nie doświadczyły mnie tym znanym uczuciem ekscytacji po przybyciu, a stos niekochanych lalek się piętrzył. Uznałam, że czas na rozstania. Wybrałam te absolutnie ukochane, których w chwili nagłej ewakuacji za nic nie zostawiłabym w domu, a reszta trafiła na aukcje. Zamiłowanie do lalek jednak nie wróciło w takiej sile, jak przedtem, jednak gdy przybyła dawno temu zamówiona Liv Katie zrozumiałam, że w chwili obecnej żadnej rzeczy nie kocham bardziej niż moich plastikowych podopiecznych
Od tamtego załamania kieruję się bardziej rozsądkiem w zbieraniu niż chęcią natychmiastowego posiadania i każdy zakup staram się bardzo dokładnie przemyśleć. Dzięki temu mam same takie, które uwielbiam i nie dokuczają mi wyrzuty sumienia, że jakaś lalka u mnie leży zamknięta w pudle, a u kogoś mogłaby stać dumnie w witrynce i być lubianą najbardziej. Chyba o to właśnie zawsze mi chodziło, tylko trzeba było to dostrzec


