Ja też miałam swoją przygodę z papierowymi lalkami. Zaczęło się w podstawówce, a skończyło gdzieś w pierwszej gimnazujm. Kiedyś na wakacjach córka znajomych moich rodziców wyciągnęła papierowe lalki przy zabawie( miała je zamiast Barbie, zresztą jej rodzice byli dziwni i surowi nie mieli w ogóle telewizora, zapisali dzieci do katolickich harcerzy narciarzy, dziewczyna tylko czytała książki w wolnym czasie bo jej rodzice uważali że 30 min zabawy to już za dużo...) ja miałam Barbie, ale spodobało mi się przebieranie papierowych. Pamiętam miała takie duże aluminiowe pudełko po herbatnikach chyba, całe wypełnione ubrankami i lalkami. Jako że ilość ubranek dla Barbie ( a miałam jedną z większych ilości w klasie) była bardziej ograniczona od tych papierowych, to zaczęłam robić swoje lalki. Pamiętam że lalki odrysowywałam z jakiegoś wzoru( pewnie z gazetki) i powielałam naklejając na grubszą tekturkę. Ubranka za to inteligentnie wycinała z kolorowych gazet : zawsze w Oliviach czy innych Paniach domu są reklamy ubrań, czy jakieś zdjęcia z pokazów, to dopasowywałam je wielkością do lalki ( co nie było trudne bo ubrania w gazetach to zazwyczaj takie malizny) i obcinałam na kształt lalki z tymi skrzydełkami. Tym sposobem miałam zawsze mega modną "szafę". Pamiętam pod koniec miałam też potężne pudełko z tymi ubrankami, w końcu je wyrzuciłam

Pamiętam też że swego czasu miałam papierowe czarodziejki z księżyca, gazetki która o nich wychodziła oraz "profesjonalną" ubierankę śpiącej królewny w której była Ona, królewicz i zła królowa i można im było zmieniać ubrania.
-- 9 sie 2014, o 14:57 --
A i przypomniało mi się , pod koniec udoskonaliłam proces i zamiast skrzydełek ubrania przypinałam do lalki spinaczem
