Kolekcjonowanie znaczków jest w Polsce znacznie bardziej popularne. Nie w tym sensie, że jest więcej takich osób, bo tego nie wiem, ale ze słyszenia każdy wie, że coś takiego istnieje. Jest to jakoś akceptowane i zrozumiałe. Numizmatycy czy filateliści budując swoją kolekcję nie zbierają przecież tylko kawałków papieru i metalu dla samego zbierania, każdy przedmiot ma swoją historię, każdy zbiór wartość kulturową. To, że ktoś się interesuje historią i kulturą też jest zrozumiałe. W tym kontekście zbieranie współcześnie produkowanych lalek wydaje się zupełnie niepoważne. Nie da się przekonać kogoś, że znajomość typów całek firmy x czy umiejętność rozpoznawania butów lalek z serii y jest wiedzą powszechnie użyteczną... Ktoś więc może zapytać, na co to komu?
Jakiś czas temu robiłam research właśnie na forach dla filatelistów, bo chciałam sprawdzić, czy też mają tam tematy podobne do naszego o reakcjach otoczenia i myślicie, że u nich jest inaczej? Też mają tematy o rodzinie która twierdzi, że wydają za dużo pieniędzy na swoje hobby i dyskusje na temat tego kiedy kończy się zbieractwo a zaczyna obsesja. W ogóle panuje powszechna opinia, że zbieracze to dziwaki, a "wielcy kolekcjonerzy" to w ogóle ludzie trudni psychicznie, bo swojej pasji podporządkowują całe życie. Podobnie jak hazardziści. I naukowcy. I artyści. I w ogóle za dziwną może zostać uznana każda aktywność, która wykracza poza chodzenie do pracy i zajmowanie się domem. Bo na co to komu, skoro ja tego nie robię i żyję to pewnie nie ma sensu.
Wybaczcie lekki offtop, ale jeszcze nie doszłam do siebie po lalkowych pigmalionach.