Dzisiaj spsułam Leę, którą ścierpiałam na półce około 3 miesięcy. Ładna była, ale opatrzenie robi swoje. Zresztą, mam jej fotkę pamiątkową "sprzed":
Potem nadszedł ten moment, kiedy gapiąc się na nią stwierdziłam: "Meh! Ładna jesteś, ale to cię nie uratuje."
W istocie uroda jej nie uratowała i nawet mi ręka nie drgnęła, kiedy zmywałam jej oryginalny makeup
Jak się znam, to nowa wersja Lei znudzi mi się jeszcze szybciej, ale w sumie to i tak najistotniejsze jest to, ile jest frajdy podczas przemalowania.
Fotka "po:"

Następne zdjęcia porównawcze jak tylko dorwę następną ofiarę




